Jodie Foster o starzeniu się: "To tylko blizny po dobrym życiu"
Dwukrotna laureatka Oscara Jodie Foster w szczerym wywiadzie dla RMF FM opowiada o swoim podejściu do starzenia się, krytykuje "pokolenie selfie" i dzieli się refleksjami na temat autentyczności w czasach obsesji na własnym punkcie.
20 marca do polskich kin wchodzi film "Ostatnia sesja w Paryżu" w reżyserii Rebeki Zlotowski, w którym Jodie Foster gra Lilian, lekarkę psychiatrę próbującą rozwiązać kryminalną zagadkę. Amerykańska aktorka, znana z ról w "Milczeniu owiec" czy "Taksówkarzu", w rozmowie z RMF FM dzieli się swoimi przemyśleniami na temat życia, kariery i współczesnych czasów.
Krytyka współczesnej obsesji na własnym punkcie
Foster nie kryje swojego krytycznego stosunku do współczesnych trendów społecznych. "Pokolenie selfie ma obsesję na swoim punkcie. Na punkcie własnych tragedii, własnej tożsamości, odmienności, tego czy są wystarczająco wyjątkowi. A przecież wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi" - mówi wprost aktorka.
Jej słowa brzmią jak ostrzeżenie przed narcystyczną kulturą, która odciąga ludzi od prawdziwego życia. "Na koncertach niewielu słucha, wszyscy nagrywają telefonami... Ale nie tylko koncerty. Nagrywają porody... A tymczasem warto być tu i teraz. Żyć. Być prawdziwym" - podkreśla Foster.
Mądrość płynąca z wieku
61-letnia aktorka z dumą mówi o swoim podejściu do starzenia się, które kontrastuje z obsesją młodości panującą w Hollywood. "Mam szczęście, bo umiem akceptować siebie. I myślę, że większość cierpienia, jakie widzę u kobiet w moim wieku, tak naprawdę wynika z braku akceptacji" - wyjaśnia.
Foster krytykuje kobiety, które poddają się presji zachowania młodego wyglądu: "Te wszystkie wypełniacze, bzdury, dziwne stroje, sztuczne piersi. Współczuję im, bo czuję, że to nie ich wina. Mam wrażenie, że weszły w pułapkę".
Jej filozofia życiowa jest prosta i pełna godności: "Chciałabym, żeby wiedziały, jak szczęśliwie można się czuć kiedy patrzysz na siebie i mówisz: wszystko moje, to wszystko ja, to tylko blizny po dobrym życiu".
Autentyczność jako fundament
Foster podkreśla wagę autentyczności w życiu i pracy. "Mam od zawsze jeden cel: być prawdziwą, być autentyczną" - mówi aktorka, która już jako dziecko nauczyła się, że prawdziwe życie wymaga wysiłku i odpowiedzialności.
"Jako dziecko, gdy jechałam do Disneylandu, musiałam czekać w kolejce. W szkole musiałam zdawać testy i mieć dobre oceny. A w domu musiałam wynieść śmieci. To było prawdziwe życie" - wspomina swoje dzieciństwo, które ukształtowało jej charakterne podejście do życia.
Kariera oparta na niezależności
Foster z dumą podkreśla, że przez całą swoją karierę zachowała niezależność. "Ja nigdy nie byłam niczyją żoną, partnerką, nigdy nie byłam niczyją córką. Nie byłam dodatkiem w żadnej romantycznej relacji. Byłam niezależna. Szłam swoją drogą" - mówi o swoich wyborach zawodowych.
Aktorka, która zaczynała jako trzylatka w reklamach, a jako nastolatka została nominowana do Oscara za rolę w "Taksówkarzu", należy do nielicznych "dziecięcych gwiazd", które przetrwały w branży i zbudowały trwałą karierę.
Dziś, po przekroczeniu 60. roku życia, Foster czuje się bardziej spełniona niż kiedykolwiek. "Im jestem starsza, tym bardziej pociągają mnie lżejsze rzeczy. Może dlatego, że jestem szczęśliwsza, a może mniej zajęta sobą, mniej poważna" - podsumowuje swoje obecne podejście do życia i pracy.