Polska przeszła bezprecedensowy awans gospodarczy i społeczny, ale wraz z nim pojawiło się nowe oczekiwanie wobec państwa: więcej wolności w decydowaniu o własnym życiu. To może stać się kluczową osią wyborów parlamentarnych w 2027 roku.
Przez ostatnie trzy dekady Polacy doganiali Zachód, a dziś przerośli Irlandię i stali się gospodarczym tygrysem Europy. Jednak zamiast spokoju, pojawiła się nowa troska: jak utrzymać to, co udało się osiągnąć. Z badań wynika, że Polacy coraz wyraźniej oczekują od państwa przewidywalnych zasad i większej przestrzeni do samodzielnego działania, zamiast nadprodukcji nakazów i zakazów.
Jak zmieniło się poczucie awansu Polaków?
W 2021 roku IBRiS przygotował raport „Gra w klasy”, który zwracał uwagę na niezwykłe zjawisko: ponad 72 proc. Polaków zaliczało się do klasy średniej. Ta samoocena nie zawsze odpowiadała rzeczywistemu statusowi majątkowemu, ale świadczyła o szerokim poczuciu awansu. Polacy przestali myśleć o sobie jako o społeczeństwie, które musi nadrabiać dystans i zabezpieczać podstawowe potrzeby.
Coraz więcej osób chciało żyć lepiej, podróżować, kupować mieszkania, rozwijać się zawodowo i zapewniać dzieciom lepszy start. Rosły aspiracje, ale także przekonanie, że osiągnięty poziom życia jest czymś należnym. Pandemia, inflacja i wojna w Ukrainie podkopały jednak poczucie stabilności. Dziś 66 proc. Polaków dobrze ocenia swoją sytuację materialną, ale jednocześnie narasta obawa przed utratą dorobku ostatnich lat.
Dlaczego podział na Polskę liberalną i solidarną się wyczerpał?
Przez lata polską politykę opisywano przez pryzmat podziału na Polskę liberalną i solidarną, wygranych i przegranych transformacji po 1989 roku. Ten sposób myślenia nadal tłumaczy spór między starszymi wyborcami, gdzie rząd dusz sprawują Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Jednak ta oś zużyła się i stała się nieadekwatna do opisu całości procesów politycznych.
Po raz drugi po 1989 roku osiągnęliśmy cel narodowy. Najpierw było członkostwo w NATO i Unii Europejskiej, potem dogonienie zachodniego dobrobytu. Dziś, gdy Polska przerościła Irlandię, a polskie pensje zbliżyły się do niemieckich, formuła ta się wyczerpała. Uosabiający ją bohaterowie mocno się zestarzeli, a na scenę wkracza nowy podział: między tymi, którzy czują awans, a tymi, którzy obawiają się utraty stabilizacji.
Czym jest wolność w oczach Polaków?
Z raportu WEI „Wolność zdecyduje” wyłania się obraz wolności nie jako abstrakcyjnej idei, ale codziennej możliwości decydowania o własnym życiu: pieniądzach, majątku, pracy, wychowaniu dzieci, zdrowiu czy dostępie do informacji. Polacy, którzy awansowali i zgromadzili majątek, zaczynają inaczej patrzeć na państwo. Oczekują od niego przewidywalnych zasad i większej przestrzeni do samodzielnego działania, zamiast nadprodukcji nakazów i zakazów.
To w pewnym sensie triumf liberalnej Polski, zbudowany na osiągnięciach Polski solidarnej. Badania są jednoznaczne: 58,5 proc. respondentów uważa, że państwo powinno ograniczać ingerencję w życie obywateli do minimum. 66 proc. twierdzi, że w Polsce jest zbyt wiele regulacji ograniczających obywateli, a 75 proc. mówi to samo o przedsiębiorcach. 62,8 proc. uważa, że państwo ma zbyt szerokie uprawnienia do ingerowania w prywatne decyzje.
Jak Polacy postrzegają rolę państwa?
Nie oznacza to odrzucenia regulacyjnej roli państwa. Badani akceptują regulacje tam, gdzie służą ochronie przed przemocą, oszustwem czy pogwałceniem praw. Problem pojawia się wtedy, gdy państwo próbuje podejmować decyzje za obywatela albo nakłada na niego koszty i obowiązki, których sens nie jest oczywisty.
55,2 proc. badanych deklaruje, że nie zagłosowałoby na partię lub kandydata kojarzonych z ograniczaniem wolności, nawet gdyby zgadzało się z nimi w innych sprawach. Dla kolejnych 24,2 proc. wolność jest ważna, choć nie zawsze rozstrzygająca. To oznacza, że dla niemal ośmiu na dziesięciu wyborców stosunek do wolności może mieć znaczenie przy urnie.
Co wolność oznacza dla młodych wyborców?
Szczególnie interesująca jest grupa wiekowa 18-29 lat. Wśród najmłodszych wyborców 57,1 proc. deklaruje, że ograniczanie wolności może być powodem odrzucenia partii lub kandydata. To jednocześnie grupa, która w ostatnich wyborach pokazała, że nie jest trwale związana z jednym obozem politycznym. W 2023 roku większość młodych poparła partie, które stworzyły później koalicję rządową, a dwa lata później w drugiej turze wyborów prezydenckich większość zagłosowała na Karola Nawrockiego.
Nie świadczy to o gwałtownej zmianie poglądów całego pokolenia, ale o gotowości do zmiany decyzji i słabszym reagowaniu na tradycyjne podziały partyjne. Podobnie jest z wyborcami „mitycznego centrum”, których łączy przede wszystkim mniejsze przywiązanie do partii. To właśnie oni, razem z młodymi, mogą przesądzać o wyniku kolejnych wyborów.
Jak wolność może wpłynąć na wybory w 2027 roku?
Wolność ma wyjątkową wagę, bo łączy ludzi o bardzo różnych poglądach. Dla jednych oznacza prawa osobiste i swobodę obyczajową, dla innych nieskrępowane korzystanie z prawa własności czy ograniczenie liczby regulacji. Jeszcze inni rozumieją ją jako prawo do podejmowania decyzji bez niepotrzebnej ingerencji państwa, także w zakresie wyborów zdrowotnych.
Wszystkie te grupy łączy poczucie, że państwo nieustannie dokręca legislacyjną śrubę nakazów i zakazów oraz głębokie przekonanie, że nie powinno bez wyraźnego powodu odbierać obywatelowi prawa wyboru. To opis rzeczywistości, który należy czytać jako dalszy ciąg historii o polskim awansie. Najpierw rosły aspiracje, potem kryzysy uświadomiły Polakom, że owoce awansu nie są dane raz na zawsze. Dziś szukamy najlepszej drogi do stabilizacji i ochrony osiągnięć ostatnich czterech dekad.
W tym znaczeniu wolność może stać się jedną z głównych osi wyborów parlamentarnych w 2027 roku. Polacy nie nagle stali się ideologicznymi liberałami, ale wskutek bezprecedensowego awansu gospodarczego i społecznego znacznie mocniej niż dawniej są wyczuleni na możliwość decydowania o swoim życiu.
