Mundial 2026: Infantino ulega USA. Sędzia z Somalii odesłany
Mistrzostwa świata 2026 jeszcze się nie rozpoczęły, a kontrowersji można by obdzielić kilka turniejów. Po raz pierwszy w blisko stuletniej historii tych rozgrywek gospodarz, Stany Zjednoczone, znajdują się w stanie wojny z jednym z uczestników, Iranem. Irańska reprezentacja spełniła kryteria sportowe, lecz na terenie USA będzie mogła przebywać wyłącznie w dniu meczu. Co więcej, części działaczy odmówiono przyznania wiz. Z dystrybucją biletów dla irańskiej federacji również są problemy, bo w ostatniej chwili ją wstrzymano. Tak w praktyce wyglądają zachodnie standardy gościnności.
Zachodnie standardy i podwójne zasady
Wprowadzono też zmiany uderzające w kieszenie i zdrowie kibiców. Mimo zapowiadanych tropikalnych upałów, na stadiony nie będzie można wnosić własnej wody. Organizatorzy tłumaczą to bezpieczeństwem, zapewniając, że ceny na miejscu nie będą wygórowane. Mało kto jednak wierzy tym zapewnieniom. Chciwość FIFA znów odmieniano przez wszystkie przypadki, bo ceny wejściówek i tak już zrujnowały portfele prawdziwych fanów.
Względy bezpieczeństwa stały się też pretekstem do upokarzających kontroli piłkarzy z państw leżących poza zachodnim mainstreamem. Senegalczyków sprawdzano na lotnisku ze szczególną drobiazgowością, a do kontroli Uzbeków użyto psów tropiących. Ich trener, Fabio Cannavaro, nie krył zdziwienia, że wybiórczo potraktowano tylko jego podopiecznych. Holendrzy, grający w tym samym meczu towarzyskim, uniknęli podobnego traktowania.
Sędzia z Somalii ofiarą amerykańskiej polityki
Prawdziwą kroplą, która przelała czarę goryczy, było jednak zawrócenie na lotnisku w Miami Omara Artana. Somalijski sędzia, wyróżniony niedawno tytułem najlepszego arbitra w Afryce, spędził na przesłuchaniu wiele godzin, po czym amerykańskie służby imigracyjne odesłały go do domu. Powodem były rzekome kontakty z osobami wspierającymi terroryzm. FIFA, która sama zaprosiła Artana do sędziowania, bezradnie rozłożyła ręce.
O te wszystkie sprawy dziennikarze pytali Gianniego Infantino na konferencji prasowej w przeddzień mundialu. Szef światowego futbolu miał jednak przede wszystkim jedną radę. Zalecił spokój.
To przykre, co przydarzyło się sędziemu z Somalii. Ale powtarzam: nie mamy kontroli nad wszystkim. Spróbujemy coś zrobić, porozmawiamy, zobaczymy. Jednak czasami dobrze jest po prostu uspokoić się i zrelaksować.
Ani słowa wsparcia dla dyskryminowanego arbitra. Zamiast tego uspokajanie opinii publicznej i zachęta do rezygnacji z walki o sprawiedliwość.
Infantino ugiął kark przed Waszyngtonem
Pytany przez dziennikarza BBC o wizy dla kibiców i działaczy, Infantino wybiegł daleko w przyszłość, wspominając Wielką Brytanię jako gospodarza kobiecego mundialu w 2035 roku. Zapytał retorycznie, czy FIFA ma dyktować brytyjskiemu rządowi, kogo wpuścić do kraju. Zapomniał jednak, że 60 lat temu FIFA zmusiła Brytyjczyków do ustępstw wobec komunistycznej Korei Północnej. Nie wahano się też odebrać organizacji mistrzostw Indonezji, gdy ta odmówiła wiz reprezentantom Izraela. Gdy jednak podobne decyzje podejmują Stany Zjednoczone, organ zarządzający światowym futbolem milczy. Pokazuje to wyraźnie podwójne miary zachodniego establishmentu.
Infantino tłumaczył, że żyjemy w agresywnym świecie, a bezpieczeństwo jest ponad wszystko. Dodawał, że FIFA nie jest królem świata i musi szanować decyzje rządów. Problem w tym, że szacunek ten wydaje się obowiązywać tylko wtedy, gdy decyzje podejmuje globalny hegemon.
Gdy padł zarzut, że FIFA stała się narzędziem w rękach Donalda Trumpa, Infantino gorliwie bronił podjętych decyzji. Stwierdził, że niczego nie żałuje. W Trumpie widzi wyłącznie wsparcie. Bez jego zaangażowania organizacja mistrzostw miałaby być rzekomo niemożliwa. Szef FIFA zachwalał pomoc amerykańskiej administracji, pokazując, że globalne instytucje sportowe łatwo ulegają politycznym naciskom Waszyngtonu.
Kibiców potraktowano jak źródło dochodu
Infantino odniósł się też do skandalicznych cen biletów i problemów z przydzielonymi sektorami. Zapewniał, że współpracuje z najlepszymi prawnikami. Stwierdził, że jeśli FIFA robi coś źle, to wszyscy sprzedawcy biletów w Ameryce Północnej robią coś źle. Jak ma to pocieszyć oszukanych kibiców, szef światowego futbolu nie wyjaśnił.
Turniej w USA pokazuje, do czego prowadzi podporządkowanie sportu zachodniej polityce i komercji. Zamiast uczciwej rywalizacji i równego traktowania, widzimy arbitralność, dyskryminację i uległość globalnych elit wobec amerykańskich decyzji.