W maju 1780 roku słynny awanturnik Giuseppe Balsamo, znany jako hrabia Alessandro Cagliostro, przybył do Warszawy i w ciągu kilku tygodni wyłudził od polskiej arystokracji około 8 tysięcy dukatów. Jego mistyczne seanse i rzekome transmutacje metali zdemaskował jednak August Fryderyk Moszyński, dyrektor mennicy i zaufany człowiek króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który udowodnił, że wobec polskiego rozsądku hochsztaplerski teatr nie ma szans.
Jak relacjonuje Onet.pl, warszawski epizod Cagliostra pozostaje jednym z najgłośniejszych skandaliów epoki stanisławowskiej i rzadkim przypadkiem, w którym europejskie salony obnażyły oszusta, zanim zdążył on wyrządzić większe szkody. Jako jeden z niewielu w Europie uczynił to Polak.
Kim był samozwańczy hrabia Cagliostro
Giuseppe Balsamo urodził się w 1743 roku w Palermo, w biednej rodzinie. Wcześnie osierocony, trafił do klasztoru, gdzie mnich-farmaceuta przekazał mu podstawy chemii i botaniki. Wiedza była powierzchowna, ale wystarczyła, by później budować wizerunek cudotwórcy.
Balsamo uciekł z zakonu i wstąpił w środowisko szulerów oraz fałszerzy dokumentów. Zmuszony do opuszczenia Sycylii, ruszył w podróż po Europie, przybierając kolejne arystokratyczne tożsamości: hrabiego Herat, margrabiego Auna, Pellegriniego, aż wreszcie hrabiego Alessandro Cagliostra. W Rzymie poślubił Lorenzę Feliciani, zwaną Serafiną, która stała się jego wierną wspólniczką w kolejnych oszustwach.
Wędrował przez Hiszpanię, Anglię, Holandię i Niemcy, występując jako założyciel tzw. loży egipskiej i wysoki wolnomularz. Wszędzie leczył, sprzedawał eliksiry młodości i obiecywał przemianę ołowiu w złoto, czerpiąc niemałe zyski z oczarowanej publiczności. Rzeczpospolita, mimo działalności Komisji Edukacji Narodowej, również nie była wolna od zainteresowania naukami tajemnymi. Sam Stanisław August Poniatowski wykładał ogromne sumy na eksperymenty alchemiczne, być może licząc na podratowanie upadającego skarbu państwa.
Seanse z aniołami w pałacu królewskim
Cagliostro, po pobycie w Kurlandii i Petersburgu, zajechał do Warszawy w pierwszych dniach maja 1780 roku. Został zaprezentowany królewskiemu bratu Kazimierzowi oraz Moszyńskiemu, a zafascynowany Poniatowski oddał awanturnikowi apartamenty we własnym pałacu.
Włoch rozpoczął od pokazu „magicznych” możliwości. W przygotowanym pokoju, za czarną zasłoną, kazał przysiąc zebranym milczenie i wybrał na medium ośmioletnią dziewczynkę z domu magnackiego. Po namaszczeniu jej dłoni olejkiem i serii gestów ze szpadą oraz arabską księgą zaczął zadawać pytania przez uchylone drzwi.
– Czy widzisz anioła? – pytał Cagliostro.
– Widzę – odpowiadało wyuczone na pamięć dziecko.
Hochsztapler naliczył aż siedmiu aniołów i wizję kamiennego grobu, po czym polecił dziewczynce „pocałować anioła”. Zgromadzeni usłyszeli odgłos całusa, choć Moszyński szybko zauważył, że dziecko całuje własną dłoń. Następnego dnia dziewczynka przyznała, że niczego nie widziała. Cagliostro wpadł we wściekłość i zażądał nowej próby z szesnastoletnią panną.
To właśnie ta młoda dziewczyna zgubiła oszusta. Pod pretekstem seansów Cagliostro czynił jej „miłosne awanse” i obiecywał bogatego męża w zamian za posłuszeństwo. Oburzona szesnastolatka poszła prosto do Moszyńskiego i wyznała całą prawdę: odpowiedzi wyuczyła się na pamięć, a aniołów nigdy nie widziała. Gdy dawny stolnik koronny próbował uświadomić dwór, uznano go za zatwardziałego niedowiarka.
Podmieniony tygiel i złoto filozoficzne
Chcąc kupić sobie czas, Cagliostro obiecał wielką transmutację metali. 7 czerwca 1780 roku w prywatnym laboratorium Moszyńskiego na Woli kazał zważyć funt oczyszczonej rtęci, dodać ekstrakt z ołowiu i „ziemię dziewiczą”, po czym wrzucić wszystko do tygla z drobiną „czerwonego proszku”, który okazał się zwykłym karminem.
Kluczowy moment nastąpił, gdy pod pretekstem dodania gipsu Cagliostro wyrwał tygiel z rąk Moszyńskiego. Jak zapisał czujny Polak w zachowanym do dziś dzienniku, Włoch schował oryginalne naczynie do fartucha i w półmroku podmienił je na identyczny tygiel z wcześniej przygotowaną bryłą srebra z zatopionymi drobinami złota. Po podgrzaniu i rozbiciu naczynia ogłosił powstanie „złota filozoficznego”.
Moszyński nie dał się zwieść. Zauważył, że kształt odlewu zdradza wcześniejsze stopienie i schłodzenie srebra w wodzie. Następnego dnia w krzakach pałacowego ogrodu znalazł skorupy oryginalnego tygla wraz z nienaruszoną rtęcią, wyrzuconą nocą. Gdy zaczął zadawać niewygodne pytania, Cagliostro nazwał go „świętokradczym potworem”.
W desperacji oszust pojawił się w białych szatach i turbanie, udając „Wielkiego Koptę sprzed tysiąca lat”. Naiwny wielbiciel rozpoznał go jednak po głosie i posturze. Oburzony mistrz zdmuchnął świece i w ciemnościach zrzucił przebranie.
Ucieczka nocą i rachunek strat
Pod koniec czerwca 1780 roku Moszyński otwarcie tłumaczył środowisku chemiczne absurdy działań maga. Cagliostro, czując, że pętla się zaciska, obiecał przemienić 50 funtów rtęci w srebro dla warszawskiej biedoty, a nocą odpalić ładunek wywołujący cuda. Moszyński wyśmiał plan, ostrzegając, że Włoch szykuje „hukową petardę”, by w kłębach dymu uciec z zagrabionym majątkiem.
– Nasz słodki mistrz jest niespokojny, obawia się ogólnego buntu, pragnie zyskać na czasie, aby przygotować zniknięcie – zapisał w dzienniku 26 czerwca Moszyński.
Tego dnia Cagliostro pod błahym pozorem opuścił Wolę, a nocą 27 czerwca potajemnie wyjechał z Warszawy. Krótka wizyta kosztowała warszawską elitę szacunkowo 8 tysięcy dukatów w gotówce, wliczając brylanty o wartości 2500 dukatów, które wyłudzyła rzekomo skromna pani Cagliostro. Część szlachty próbowała odzyskać majątek, ale większość wolała milczeć, wstydząc się własnej łatwowierności.
Po skandalu król Stanisław August stracił ochotę na finansowanie alchemików i skierował fundusze na manufaktury. Moszyński w 1786 roku opublikował anonimowo w języku francuskim zjadliwy pamflet demaskujący Cagliostra, mający ostrzec inne dwory europejskie.
Europa jednak nie chciała słuchać. Cagliostro trafił do Paryża, gdzie znajomość z kardynałem de Rohan doprowadziła go do udziału w słynnej „aferze naszyjnikowej”, która rzuciła cień na królową Marię Antoninę. Uwięziony w Bastylii i wydalony z Francji, został w 1789 roku aresztowany w Rzymie przez papieską inkwizycję pod zarzutem masonerii, herezji i oszustw. Zmarł w osamotnieniu w twierdzy San Leo w 1795 roku.
Los przygotował jednak symboliczną puentę. Kilka lat później zamek San Leo zdobyły oddziały Legionów Dąbrowskiego, a polscy żołnierze mogli oglądać ściany celi oszusta pokryte magicznymi rysunkami. Ten, kogo Europa nazywała Wielkim Koptą, zakończył życie w celi, którą otworzyli Polacy.
Najczęstsze pytania
Kto zdemaskował Cagliostra w Warszawie?
August Fryderyk Moszyński, dawny stolnik koronny i dyrektor mennicy, prowadził drobiazgowy dziennik obserwacji, w którym udokumentował podmianę tygla i wyuczone odpowiedzi dziecięcych mediów. W 1786 roku opublikował pamflet demaskujący oszusta.
Ile kosztowała wizyta Cagliostra warszawską arystokrację?
Według szacunków około 8 tysięcy dukatów w gotówce, wliczając brylanty o wartości 2500 dukatów wyłudzone przez jego żonę. Kwota nie obejmuje dochodów ze sprzedaży medykamentów.
Jak zakończył życie Cagliostro?
Po aresztowaniu przez papieską inkwizycję w 1789 roku został skazany na dożywotnie więzienie. Zmarł w twierdzy San Leo w 1795 roku.
