Pięć statków handlowych trafionych w ciągu tygodnia, co najmniej czterech zabitych marynarzy i kilku zaginionych. To bilans ataków dronowych w bułgarskich i rumuńskich wodach Morza Czarnego, o których informuje Onet Wiadomości, powołując się na doniesienia agencji POLITICO. Wojna w Ukrainie, prowadzona przez Rosję od lutego 2022 roku, wprost wkroczyła na wody Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Bułgaria, Rumunia i Turcja podniosły sprawę na forum NATO i domagają się wspólnego wsparcia dla regionu, jak relacjonują dwaj dyplomaci Sojuszu cytowani przez POLITICO. Temat trafi też na czwartkowy szczyt Rady Europejskiej, gdzie przywódcy UE mają według projektu konkluzji rozmawiać o natychmiastowym przywróceniu bezpiecznej żeglugi dla statków przewożących zboże.
Naruszenie prawa międzynarodowego bez odpowiedzi Zachodu
Premier Bułgarii Rumen Radew nie zostawił wątpliwości co do charakteru ataków. „Atak w wyłącznej strefie ekonomicznej Bułgarii jest absolutnie nie do przyjęcia. To poważne naruszenie prawa morskiego i międzynarodowego, które dodatkowo zagraża bezpieczeństwu żeglugi na Morzu Czarnym”, napisał na platformie X po ubiegłotygodniowych uderzeniach.
Jednocześnie sam Radew przyznał w środę, że śledczy wciąż nie udowodnili, iż za atakami stoi Rosja. Część obserwatorów widzi w tej powściągliwości element łagodniejszego podejścia Sofii do Kremla. To znamienna zmiana: państwa, które jeszcze niedawno liczyły na twardą reakcję Zachodu, dziś same muszą szukać sposobów na ochronę własnych wód.
Rosja atakuje ukraińskie porty i miasta nad Morzem Czarnym od początku pełnoskalowej inwazji, ale dopiero teraz uderzenia przeniosły się na terytorium NATO. Problem jest szerszy niż sama Rosja. Ukraina również używa dronów morskich do ataków na statki powiązane z Moskwą; w czerwcu ukraiński dron eksplodował w rumuńskiej Konstancy, a Kijów tłumaczył to zejściem z kursu wskutek rosyjskiej ingerencji elektronicznej.
„Sytuacja na Morzu Czarnym jest bardzo niebezpieczna, bo ataki nadchodzą z obu stron. Trzeba się obawiać zarówno jednych, jak i drugich”, powiedział przedstawiciel branży żeglugowej w UE, prosząc o anonimowość.
Zbożowe szlaki pod presją, rolnicy w niepewności
Porty Morza Czarnego obsługują około 95 procent ukraińskiego eksportu zboża oraz znaczące ilości rudy żelaza. W miarę wzrostu ryzyka ruch statków spada. Część ładunków przekierowywana jest na Dunaj, ale susza i rekordowo niski stan wody mocno ograniczyły przepustowość tej trasy. Przewoźnicy próbują zwiększyć transport kolejowy, co przesuwa wąskie gardło na zachód, do Rumunii.
Cristian Vlas, zastępca kierownika zespołu ds. Europy Wschodniej w think tanku ACLED, zwraca uwagę, że przewóz większych ilości ukraińskiego zboża lądem może ponownie wzbudzić napięcia z rolnikami z sąsiednich krajów UE. Rumuńscy producenci obawiają się, że towary mające jedynie tranzytować przez kraj zostaną na lokalnym rynku.
Minister rolnictwa Ukrainy Taras Wysocki ostrzegł, że miliony ton niesprzedanego zboża piętrzą się w magazynach, a rolnicy bez dochodów ze zboża nie sfinansują kolejnego zasiewu. Zagrożenie dla szlaków transportowych to zatem nie tylko problem makroekonomiczny, ale i realna presja na europejskie łańcuchy dostaw.
Inwestycje, które mogą upaść
Ataki podważają również wielkie inwestycje w ukraińskich portach. MSC, największy światowy armator kontenerowy, miał w maju przejąć większościowy udział w terminalu koło Odessy. Ukraina oferuje też wieloletnią koncesję na terminal w Czarnomorsku, mającą być częścią wielomiliardowego programu odbudowy z udziałem firm europejskich.
„Nikt nie chce inwestować i odbudowywać, skoro wiadomo, że jutro może spaść kolejna rakieta, kolejna fala dronów”, powiedział Oleg Hryhoriuk, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Transportu Morskiego Ukrainy.
Czego można się spodziewać po NATO i UE?
Po wniosku krajów regionu wojskowi NATO mają zająć się możliwymi rozwiązaniami, takimi jak przeniesienie do regionu systemów przeciwdronowych. Radew zapowiedział, że Sofia zwoła swoich odpowiedników z Ankary i Bukaresztu w sprawie dalszych propozycji. Bułgarski urzędnik wysokiej rangi wezwał do stworzenia wspólnych systemów antydronowych z Rumunią, częściowo finansowanych ze środków UE.
Ołeksij Honczarenko, ukraiński parlamentarzysta i założyciel Black Sea Security Forum, mówi wprost o potrzebie „poważnej inicjatywy dyplomatycznej”, która zbliżyłaby do stołu Ukrainę, Rosję i stronę trzecią, na przykład Turcję, by przywrócić wolność żeglugi.
Polski czytelnik nie powinien patrzeć na te wydarzenia z dystansu. Jak alarmuje „Rzeczpospolita”, ukraiński wywiad ostrzega, że Rosja analizuje scenariusze konfliktu z Polską i państwami bałtyckimi oraz rozważa wywołanie kryzysu na wschodniej flance NATO. Incydenty na Morzu Czarnym pokazują, jak Kremlin testuje granice cierpliwości Zachodu, o czym pisaliśmy też w kontekście ukraińskich uderzeń na rosyjską infrastrukturę.
Kluczowe będą decyzje czwartkowego szczytu Rady Europejskiej. Bez realnej ochrony żeglugi i bez woli politycznej do odparcia rosyjskiej presji deklaracje o „bezpiecznym przejściu dla statków” pozostaną na papierze, a Morze Czarne stanie się kolejnym miejscem, gdzie prawo międzynarodowe ustępuje przed siłą.
Najczęściej zadawane pytania
Ile statków zostało trafionych w wodach NATO?
W ciągu ostatniego tygodnia, według doniesień cytowanych przez Onet Wiadomości, w bułgarskich i rumuńskich wodach trafiono pięć statków handlowych. Zginęły co najmniej cztery osoby, kilku marynarzy uznano za zaginionych, a inni zostali ranni.
Kto odpowiada za ataki na Morzu Czarnym?
Za eskalację obwiniana jest Rosja, ale premier Bułgarii Rumen Radew przyznał, że śledczy nie udowodnili jeszcze sprawstwa. Ukraina również używa dronów morskich do ataków na statki powiązane z Rosją.
Jak ataki wpływają na eksport ukraińskiego zboża?
Porty Morza Czarnego obsługują około 95 procent ukraińskiego eksportu zboża. Ruch statków spada, transport Dunajem ogranicza susza, a przewóz koleją napotyka opór rolników w Rumunii.
