Iran grozi zamknięciem kolejnej cieśniny. Możliwy chaos na światowych rynkach energii
Autor: Marek Wojciechowski | 14 lipca 2026
Napięcie na linii Waszyngton–Teheran rośnie, a Iran szykuje kolejny cios w światowy handel. Według doniesień agencji Reuters, irańscy przywódcy rozważają uderzenie w cieśninę Bab al-Mandab, kluczową arterię energetyczną łączącą Morze Czerwone z Zatoką Adeńską. To strategiczne posunięcie ma na celu zwiększenie presji na Stany Zjednoczone i sparaliżowanie globalnych dostaw surowców.
Bab al-Mandab to jedno z najważniejszych „wąskich gardeł” na morskich szlakach handlowych. Przez ten przesmyk przepływa około 10 procent światowego handlu morskiego, w tym ropa naftowa z Arabii Saudyjskiej, trzeciego co do wielkości producenta na świecie po USA i Rosji. Jak podaje tygodnik „The Economist”, skala ruchu w tym rejonie jest ogromna – codziennie przepływają tędy setki tankowców i statków handlowych.
Iran i Huti: sojusz przeciwko Zachodowi
Teheran, według źródeł Reutersa, może posłużyć się ruchem Huti, swoim klientem w Jemenie, aby zablokować cieśninę. Wysokiej rangi przedstawiciel Huti, Mohammed al-Farah, ostrzegł, że jeśli sytuacja się pogorszy, „cieśnina Bab al-Mandab i cieśnina Ormuz zostaną zamknięte przez sojusz operacyjny”. Dodał, że ceny ropy mogłyby wówczas skoczyć do 200 dolarów za baryłkę, co byłoby kolosalnym szokiem dla światowej gospodarki.
– Jeśli obecna sytuacja ulegnie pogorszeniu, cieśnina Bab al-Mandab i cieśnina Ormuz zostaną zamknięte przez sojusz operacyjny. Ceny ropy podskoczyłyby wtedy do 200 dol. za baryłkę i byłby to kolosalny szok – powiedział Al-Farah.
Fawaz Gerges, profesor London School of Economics specjalizujący się w Bliskim Wschodzie, ocenia, że Iran jest gotów „iść na całość”, by pokazać Amerykanom, że może jednocześnie zagrozić dwóm strategicznym punktom. – Iran chce zamienić tę wojnę z dwustronnego konfliktu w wyzwanie dla globalnego handlu surowcami energetycznymi – podkreślił ekspert.
Strategiczny szantaż energetyczny
Reuters przypomina, że Huti już wcześniej udowodnili swoją zdolność do zakłócania żeglugi. Po wybuchu wojny w Strefie Gazy jesienią 2023 roku zaatakowali statki handlowe na Morzu Czerwonym, co zmusiło armatorów do przerzucenia transportu na dłuższą trasę wokół Afryki. Teraz, w obliczu eskalacji konfliktu amerykańsko-irańskiego, Bab al-Mandab może stać się kluczowym polem bitwy.
Andreas Krieg, wykładowca King’s College London, nazwał zablokowanie cieśniny „opcją nuklearną” Teheranu. – Iran sięgnie po to narzędzie, jeśli uzna, że powrót do wojny na pełną skalę jest nie do uniknięcia – stwierdził.
Z kolei Abdulaziz Sager, szef think tanku Gulf Research Center, ostrzegł, że w krajach Zatoki Perskiej narasta przekonanie, iż szanse na dyplomatyczne zakończenie konfliktu zostały wyczerpane. – Próba zamknięcia Bab al-Mandab może wywołać zbrojną odpowiedź nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale także ich regionalnych partnerów – dodał.
Kto przejmie inicjatywę?
Neokonserwatywny portal Bulwark komentuje, że USA mogą zniszczyć więcej celów niż Iran i zadać mu poważne ciosy, ale to Teheran przejął inicjatywę. Iran nie musi odpowiadać równą siłą ognia – samo zagrożenie dla morskich szlaków handlowych może wprowadzić chaos na światowych rynkach energii. To klasyczna taktyka słabszego gracza, który wykorzystuje swoje atuty, by zrównoważyć przewagę militarną przeciwnika.
Tymczasem AFP podała, że irański parlament rozpoczął prace nad projektem ustawy dotyczącej „bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju cieśniny Ormuz i Zatoki Perskiej”. Teheran chce zagwarantować sobie stałą kontrolę nad szlakiem morskim, którym przed wojną przepływało 20 procent światowego eksportu ropy i gazu. Sprawowanie władzy nad Ormuzem umożliwia wywieranie nacisków zarówno na kraje arabskie eksportujące ropę, jak i na państwa, które ją kupują.
Konsekwencje dla Polski i Europy
Dla Polski, która w dużej mierze opiera swoją gospodarkę na imporcie surowców energetycznych, zamknięcie cieśnin Bab al-Mandab i Ormuz oznaczałoby drastyczny wzrost cen paliw i gazu. W obliczu kryzysu energetycznego wywołanego wojną na Ukrainie, kolejne zakłócenia w dostawach mogą uderzyć w polskie rodziny i przedsiębiorstwa. Rząd w Warszawie powinien przygotować się na scenariusz, w którym ceny ropy sięgają 200 dolarów za baryłkę, a dostęp do surowców staje się ograniczony.
To kolejny dowód na to, że światowy porządek oparty na liberalnych wartościach i globalizacji kruszy się w obliczu agresywnych działań państw takich jak Iran. Polska, stojąca na straży tradycyjnych wartości chrześcijańskich i suwerenności narodowej, musi być gotowa na obronę swoich interesów w tym niebezpiecznym geopolitycznym układzie.