Jesień 1956 w Trójmieście: kultura, kolejki i sprytna Krysia
Wrzesień 1956 roku w Trójmieście przynosił nie tylko chłodniejsze poranki i początek sezonu kulturalnego. W Sopocie brakowało stolików i obiadów, w Gdańsku wciąż trwała odbudowa, w Gdyni tunele zamieniały się w błotne pułapki, a pasażerów kolei zaskakiwały awarie i tajemnicze wybuchy. Na szczęście życie codzienne miało też swoich bohaterów, takich jak sprytna Krysia.
Kultura w cieniu problemów lokalowych
Jesień, z końcem września zmierzająca nad morze, zwiastuje nadejście sezonu na jesienne owoce. Ale w roku 1956 powodów do radości jest więcej, bo to właśnie we wrześniu rozpoczyna się nowy sezon koncertowy, zainaugurowany „uroczystym koncertem orkiestry symfonicznej i chóru mieszanego Państwowej Filharmonii i Opery Bałtyckiej”. „Wypełniona miłośnikami muzyki sala teatru »Wybrzeże«” to najlepsze „świadectwo żywego zainteresowania kulturalnej części naszego społeczeństwa sprawami sztuki”.
W nowym sezonie można też „wyrównać dotychczasowe niedomogi repertuarowe i zapoznać stopniowo społeczeństwo z problemami współczesnej twórczości operowej”. Lecz jak tu mówić o sztuce, jak nie ma dachu nad głową: gdańskiej Melpomenie „w ciągu 10 lat nie zdołano zapewnić właściwych pomieszczeń”.
Nic więc dziwnego, że Teatr „Wybrzeże”, wszystkie jego biura, magazyny i warsztaty, „na prawach ubogiej krewnej mieści się w gmachu Opery Bałtyckiej, zajmując pomieszczenia potrzebne operze”. Również „mimo kilkuletnich starań, sprawa przydziału mieszkań dla aktorów nie została jeszcze całkowicie rozwiązana”, a „szczególnie palący jest problem mieszkań rodzinnych”. Ale w Sopocie też nie lepiej, więc i „sopoccy teatromani muszą się jeszcze na pewien czas uzbroić w cierpliwość”. Remont Teatru Kameralnego, którego zakończenie przewidziano na 1 września, wciąż się przeciąga i nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa.
Sopot: kolejki po kawę i obiad
Jesień to dobry czas na podsumowania minionego sezonu wakacyjnego, lecz dla Sopotu i one nie wypadają najlepiej. Okazuje się, że nawet ze zwykłą kawą może być problem, zwłaszcza że „wszystkie lokale wypełnione po brzegi, ludzie siedzą sobie na kolanach i jeden drugiego ponagla, żeby pił prędzej, bo mu nogi cierpną”. Również w Grand Hotelu, choć to „duży lokal i reprezentacyjny”, „mowy nie było o stoliku”, a „ludzie stali w ogonku, jak po jaki atrakcyjny towar”. Wychodzi więc na to, że „Sopot sławny jest w całym kraju, nie tylko jako atrakcyjna miejscowość letniskowa”, ale też miejsce, które „rokrocznie skazuje setki ludzi na głodowe męki”.
Właśnie w Sopocie „w sezonie trzeba nadzwyczajnej zręczności i przemyślności, by »tylko« godzinkę czekać na obiad i dostać ten obiad”, bo najwyraźniej to „jedyna na świecie nadmorska miejscowość, nie posiadająca dostatecznej ilości zakładów gastronomicznych”. Ponieważ jednak dobry gospodarz powinien myśleć o lecie już „w jesieni i zimie”, może warto „serio pomyśleć o przyszłym sezonie letnim”?
Handel przygotowuje się do zimy
Dobrym gospodarzem chce być trójmiejski handel, który pełną parą przygotowuje się do sezonu jesiennych szarug i zimowych chłodów. „Centrala Odzieżowa w Gdańsku otrzymuje (...) z Czechosłowacji większe transporty konfekcji i bielizny na sezon jesienno-zimowy”, od naszego południowego sąsiada nadchodzi „kilka wagonów z konfekcją”. Niezależnie „od importu czeskiego, Centrala posiada [również] w swych składach bieliznę z NRD”, zaś w wielu sklepach można „kupić niebrzydkie obuwie po obniżonej cenie”. I chociaż jesień przynosi też „pierwsze oznaki dbałości o wygląd naszych sklepów uspołecznionych”, to dla ludzi najważniejsze jest, że „nie będą marznąć tej zimy”.
Odbudowa Gdańska wciąż daleka
Lecz tym, czego tej zimy Gdańszczanie raczej nie doczekają, jest odbudowany Gdańsk, ponieważ nawet do „całkowitej odbudowy (...) starej dzielnicy Gdańska jest jeszcze dość daleko”. Nadal wiele jest do zrobienia w tej materii, na samym tylko „głównym trakcie, na Drodze Królewskiej, na odbudowę czekają jeszcze Złota Brama i Zielona Brama, a także wnętrze Ratusza Głównomiejskiego oraz na wykończenie, elewacja jednej z kamieniczek na Długiej”. Nie uda się też chyba nie nazywać Głównego Miasta Starówką, „która jest typową nazwą warszawską”.
Gdynia: błoto, kozy i tunele
W Gdyni natomiast wciąż nie udaje się pozbyć kóz sprzed Dworca Głównego oraz zbudować tunelu z prawdziwego zdarzenia na stacji PKP Gdynia-Grabówek. Ten nowy „nadaje się tylko na przejście dla pieszych”, więc i tak „samochody muszą przejeżdżać górą przez szyny”.
Dodatkowo, „budując tunel nie pomyślano co zrobić ze zbierającą się tam wodą deszczową i błotem”, przez co „w porze częstych opadów przejść tunelem nie jest łatwo”. A „wieczorem, do przyjemności kąpieli błotnej, dochodzi jeszcze rozbijanie nosów o nieusunięte szyny kolejki”. No cóż, nie wystarczy zbudować.
Tajemniczy wybuch pod Oliwą
Trudną sztuką jest również utrzymanie w tajemnicy, że „na torze kolejowym pod Oliwą coś wybuchło”. Według wyjaśnień dowództwa Marynarki Wojennej był to „wystrzał pocisku”, który „nastąpił w Jednostce Wojskowej, stacjonującej we Wrzeszczu, na skutek nieuważnej obsługi sprzętu bojowego”. Dobrze, że „wybuch ten nie pociągnął za sobą żadnych ofiar w ludziach, spowodował jedynie uszkodzenie jednej szyny, a w konsekwencji parogodzinną przerwę w ruchu pociągów elektrycznych”.
Nieco gorzej, że o podobnych przerwach pasażerów informuje się coraz rzadziej, choć „jak wiemy”, „ranki i wieczory są już chłodne” i każde, nawet „55-minutowe”, „wystawanie na peronie nie należy do zbytniej przyjemności”. „To naprawdę irytujące”, bo „po co megafony”, „po co zarządzenia”?! A potem zdziwienie, że się ludzie awanturują, choć nie zawsze są „po pijanemu”. A przecież nie od dziś wiadomo, że „przesadna tajność rodzi plotki”, tak jak okazja „czyni złodzieja”. Jeśli nie wierzycie, spytajcie „sprytną Krysię”.
Źródło: „Dziennik Bałtycki” nr 226 z 21 września 1956 r., nr 228 z 23/24 września 1956 r., nr 229 z 25 września 1956 r. i nr 230 z 26 września 1956 r. Skany pochodzą z Bałtyckiej Biblioteki Cyfrowej.