Julia Szczurowska wybrała Polskę. Dziś jest bohaterką narodową
Gdyby uległa pokusie, dziś mogłaby grać w reprezentacji Turcji za wielokrotnie wyższe pieniądze. Wybrała jednak Biało-Czerwone barwy i to właśnie jej wejściu na boisko w meczu z Holandią zawdzięczamy awans do półfinału mistrzostw Europy 2026. Julia Szczurowska po raz kolejny udowodniła, że jest zawodniczką, na której można polegać w najważniejszych momentach.
Tegoroczna debiutantka w reprezentacji Polski z każdym występem umacnia swoją pozycję w zespole prowadzonym przez Stefano Lavariniego. Choć od najmłodszych lat uchodziła za wielki talent, na swoją szansę w seniorskiej kadrze czekała wyjątkowo długo. Sezon 2025/2026 pokazał jednak, że nadszedł właściwy moment, by postawić na nią bez wahania.
Droga na szczyt nie była usłana różami
Julia Szczurowska pierwsze kroki w siatkówce stawiała we Wrocławiu, w miejscowym MKS MOS. Jest córką Wojciecha Szczurowskiego, byłego siatkarza, który w latach 90. reprezentował barwy m.in. AZS-u Olsztyn, Gwardii Wrocław czy Trefla Gdańsk. Jej młodszy brat obecnie gra w Czarnych Radom.
Już jako 16-latka zadebiutowała w Tauron Lidze w barwach Impelu Wrocław. W swoim czwartym meczu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym zdobyła nagrodę MVP jako najmłodsza siatkarka w historii. Jednak zamiast spokojnie się rozwijać, musiała mierzyć się z przeciwnościami losu. Konflikt z klubem spowodował, że została przesunięta do zespołów młodzieżowych.
Zdecydowała się na wyjazd do Francji, do RC Cannes, gdzie zdobyła mistrzostwo kraju, ale jej udział w tym sukcesie był niewielki. Tam też doznała poważnej kontuzji i wróciła do Polski. Odbudowywała się w Kaliszu, trafiła do Łodzi, gdzie ponownie poważnie uszkodziła kolano.
Trudne chwile i walka o przetrwanie
W dniu kontuzji stała się bohaterką afery. Kibice łódzkiego klubu wywiesili baner skierowany przeciwko siatkarkom. Szczurowska, wówczas 20-letnia, odpowiedziała ostro, mówiąc, że zazdrości kibiców lokalnemu rywalowi, bo jej klub kibiców nie ma, a jedynie „chorągiewki”.
W wywiadzie dla „Wprost” przyznała, że po kontuzji została bez pomocy ze strony klubu. Uratowała ją pasja do tatuażu. Rano treningi, popołudniami przyjmowanie klientów i robienie tatuaży. W taki sposób zarabiała na utrzymanie po urazie.
„Gdybym miała funkcjonować za to, co dostałam w trudnym momencie od klubu, to miałabym połowę zdrowego kolana. Bo taki zwrot kosztów za zabieg dostałam. O zaległościach w wypłatach nawet nie będę wspominać, bo szkoda naszego czasu” – mówiła w 2023 roku.
W środowisku przylgnęła do niej łatka pyskatej, krnąbrnej i kontrowersyjnej siatkarki. Pewien menadżer wydzwaniał do polskich trenerów i zewsząd słyszał złe opinie na jej temat.
„Usłyszał, że ze mną się ciężko trenuje. Jestem uparta, nieposłuszna na treningach, właściwie całe zło tego świata zebrane w jednej osobie” – wspominała.
Zaufanie, które odmieniło jej karierę
Zaufał jej Michal Masek, który ściągnął ją ponownie do Wrocławia. Musiała dojść do porozumienia z władzami klubu i zakopać wojenny topór sprzed lat. Poczuła zaufanie i odpłaciła się dobrą grą.
„Pierwszym trenerem, który po latach podszedł do mnie jak do człowieka, był trener Michal Masek. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. Zadzwonił do mnie i powiedział wprost: Słyszałem o tobie to, to i to. Drugie tyle o twoim ojcu. Ale szczerze? Mnie to nie interesuje” – przypominała.
Pod czujnym okiem słowackiego szkoleniowca odbudowała się i stała się jedną z najlepszych atakujących w całej lidze. Dostrzegł to selekcjoner reprezentacji Polski, Stefano Lavarini, który umieścił ją na szerokiej liście powołań w 2023 roku. Nie dostała jednak zaproszenia na żaden trening. Rok później w ogóle nie znalazła się na liście. W 2025 roku ponownie jej nazwisko wróciło na orbitę zainteresowań trenera, lecz jeszcze raz nie doczekała się debiutu.
Turecka pokusa i wybór serca
W międzyczasie rozwijała się jako siatkarka. Krótki okres we francuskim Beziers, a następnie przenosiny do Turcji. Trzy miesiące w Nilufer Belediyesporze wystarczyły, by zwróciła na siebie uwagę klubu o znacznie wyższych aspiracjach. W styczniu trafiła do Besiktasu Stambuł i w mgnieniu oka rozkochała w sobie tamtejszych kibiców.
W sezonie 2025/2026 Julia Szczurowska znalazła się w czołówce rankingów serwujących, atakujących i punktujących ligi tureckiej. Wyprzedziła w nich m.in. Magdalenę Stysiak oraz Malwinę Smarzek. Fenomenalna gra nie przeszła bez echa. Turecka reprezentacja słynie z naturalizowania siatkarek, a grudniowa wypowiedź Szczurowskiej o możliwości otrzymania tureckiego paszportu uruchomiła lawinę spekulacji.
Sama zainteresowana szybko ucięła spekulacje. W programie „Siatkarskie Perły” potwierdziła, że ma taką opcję i że zarobiłaby duże pieniądze. Ale jej serce, ambicje i marzenia związane są tylko z Biało-Czerwonymi barwami reprezentacji Polski.
Dziadek, orzełek i spełnione marzenie
Na początku 2025 roku Julia podzieliła się ze światem informacją o śmierci dziadka, który był dla niej ogromnym wsparciem. Jego największym marzeniem było zobaczenie wnuków w koszulce z orzełkiem na piersi w seniorskiej kadrze i odśpiewanie hymnu w ich debiucie. Tego nie udało się spełnić, ale jej marzenie o grze w reprezentacji Polski już tak.
22 maja 2026 roku. Hala w Genui. Mecz towarzyski przeciwko reprezentacji Turcji. Julia Szczurowska wychodzi w pierwszym składzie i zdobywa 17 punktów, najwięcej wśród Biało-Czerwonych.
25-latka pojechała na Ligę Narodów i już w oficjalnym debiucie zdobyła 25 punktów przeciwko Belgii, a dwa dni później 35 punktów przeciwko Serbii. Nie zawsze wypadała lepiej od rywalek o miejsce w składzie, ale Lavarini jej zaufał. Po latach pomijania.
„Joker” w talii Lavariniego
Węgry, Łotwa, Słowenia, Niemcy, Turcja, Portugalia, w końcu Holandia. Szczurowska wchodziła na boisko jako zmienniczka i dawała kluczowe zmiany. Odmieniła losy nie tylko spotkania z Turcją czy meczu z Holandią. Rozwiązywała problemy reprezentacji Polski.
Jest pewna siebie. Wie, ile kosztowało ją to, by dotrzeć tu, gdzie jest. Ta niegdyś ponoć krnąbrna i pyskata dziewczyna bez wielkiego problemu godzi się z rolą rezerwowej. Może to właśnie ten mocny charakter, który jej wytykano, sprawił, że dziś jest idealnym „Jokerem” w talii kart Lavariniego.
Reprezentacja Polski w półfinale mistrzostw Europy zmierzy się z Włoszkami. Początek meczu w sobotę, 5 września o godz. 18:00.