Wirtualni influencerzy podbijają rynek. Zarabiają na iluzji
118,3 mld zł to wartość globalnego rynku influencer marketingu. Z tego niemal 5 mld zł przypada na twórców, którzy w rzeczywistości nie istnieją. Zastąpienie człowieka kodem to dla globalnych korporacji idealne rozwiązanie, a na sztucznej iluzji można zarobić krocie.
Algorytmy zastępują prawdziwych ludzi
Z najnowszego raportu grupy By The People Group wynika, że segment wirtualny odpowiada za ok. 4,2 proc. całego rynku. Liderem jest Ameryka Północna z udziałem 45 proc., natomiast Europa zajmuje drugie miejsce z wynikiem ok. 30 proc. Co niepokojące, wirtualne postacie generują trzykrotnie wyższe zaangażowanie odbiorców niż prawdziwi ludzie o zbliżonej liczbie obserwatorów. Szacuje się, że w 2026 roku wartość tego segmentu wzrośnie o ponad 40 proc.
Przykładem tego zjawiska jest Lil Miquela. To wygenerowana cyfrowo postać, która zgromadziła miliony obserwujących. Choć gwiazda nie ma duszy ani rzeczywistości, z powodzeniem promuje produkty marek takich jak Calvin Klein i Prada. Firma Brud, która stworzyła wirtualną modelkę, zarabia na niej szacunkowo kilkanaście milionów dolarów rocznie.
Paradoks zaufania w erze sztucznej inteligencji
Raport ujawnia jednak niepokojący paradoks naszych czasów. Tylko 13 proc. odbiorców bezgranicznie ufa treściom przekazywanym przez AI. Jednocześnie aż 85 proc. chętnie korzysta z jej rekomendacji zakupowych, a 39 proc. dokonało zakupu pod wpływem sztucznej sugestii. Zjawisko to jest szczególnie widoczne wśród pokolenia Z, które na co dzień ma kontakt z nowymi technologiami. Co istotne, nawet wśród entuzjastów AI aż 39 proc. przyznaje, że byłoby mniej skłonne zaufać marce wykorzystującej sztucznie generowane treści.
W Polsce tylko jedna czwarta badanych byłaby skłonna obserwować wirtualnego influencera, pod warunkiem że treści byłyby wartościowe. Nieco ponad połowa odrzuca tę formę, co może świadczyć o zachowanym zdrowym rozsądku i potrzebie prawdziwego, ludzkiego kontaktu.
Sztuczna inteligencja w marketingu przestała być eksperymentem. To już narzędzie pracy, a nie temat na konferencje. Nie zastępuje kreatywności, ale wymaga od twórców i marketerów nowych kompetencji na granicy technologii i rozumienia ludzkiej psychologii.
komentuje Jakub Muszkiet, prezes zarządu agencji ZW Agency oraz członek By The People Group.
Cyfrowe bliźniaki i iluzja relacji
Eksperci podkreślają, że wirtualni twórcy świetnie działają w projektach mocno wizualnych i tam, gdzie potrzebna jest dostępność 24/7. Bez przerw, bez ograniczeń czasowych i bez ryzyka wizerunkowego. Tradycyjni influencerzy pozostają jednak niezastąpieni, jeśli chodzi o budowanie prawdziwego zaufania i empatię ze społecznością. Poruszanie życiowych tematów wymaga typowo ludzkiego doświadczenia, którego algorytm nigdy nie zrozumie.
Korporacje technologiczne idą jednak o krok dalej, promując koncepcję tzw. cyfrowego bliźniaka. Polega ona na sklonowaniu wizerunku i głosu prawdziwej osoby za pomocą algorytmów. Taki awatar może wchodzić w interakcje z milionami fanów jednocześnie, wykonując pracę, na którą żywy człowiek nie miałby czasu.
W praktyce pokazała to firma Meta, która pod koniec 2023 r. uruchomiła serię chatbotów opartych na profilach znanych celebrytów. Klon rapera Snoop Dogga otrzymał imię
