Afera powodziowa w KARR. Pieniądze dla znajomych polityczki KO
Warszawa, 10 sierpnia 2026 – Cztery miesiące po tym, jak Centralne Biuro Antykorupcyjne zaczęło badać sprawę, politycy Platformy Obywatelskiej nagle się oburzyli. Dopiero dziś, gdy możliwe nieprawidłowości wokół pomocy dla powodzian ujawniła Wirtualna Polska, zrobił się skandal. To kolejny dowód na to, jak rządzący traktują publiczne pieniądze – jako własne źródło finansowania dla swoich bliskich.
Miliony dla męża i sąsiadów polityczki KO
Po publikacji WP pt. „Miliony dla powodzian dostali mąż i sąsiedzi polityczki KO. Za wodę, po której nie ma śladu” czarne chmury zebrały się nad Anną Konieczyńską, wiceszefową Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (KARR) i działaczką Koalicji Obywatelskiej. W tekście ujawniono wątpliwości, jakie rodzą się wokół setek tysięcy złotych pomocy powodziowej, rozdzielanej właśnie przez KARR.
– Platforma zaczęła działać, zrobił się skandal, afera i wszyscy nagle się oburzają – zauważa autor tekstu Szymon Jadczak. – Dopiero dziś?
Trzy firmy, jedna wieś, 4,5 miliona złotych
Trzy firmy z jednej wsi dostały 4,5 miliona złotych pomocy powodziowej. Mowa o katastrofalnej powodzi, która dotknęła Dolny Śląsk i Opolszczyznę dwa lata temu, we wrześniu 2024 roku. Powódź ta przyniosła dziewięć ofiar śmiertelnych, a 238 tysięcy osób było poszkodowanych. Niektóre z zalanych miejscowości czekały na pomoc tygodniami.
– Pierwsza z firm należy do męża wiceprezeski agencji, która te pieniądze rozdziela. Druga do ich sąsiada zza płotu. Trzecia do właściciela lokalnej telewizji, która od lat pracuje dla samorządu – wylicza Jadczak. – Sprawdziliśmy każdy z tych adresów w czterech niezależnych od siebie źródłach. W żadnym nie było widać wody.
Kontrola nie działa, politycy czują się bezkarni
Po doniesieniach WP Koalicja Obywatelska zawiesiła Annę Konieczyńską w prawach członka. – Zawiesili ją dopiero wtedy, kiedy przeczytali nasz tekst. Nie wtedy, kiedy to się działo, kiedy doszło do tych nieprawidłowości – podkreśla Jadczak. – To jest materiał o tym, co się dzieje, kiedy publiczne pieniądze płyną szybko, a kontrola nad wydawaniem tych pieniędzy przestaje działać. I kiedy politycy czują się bezkarni.
Sama Jelenia Góra wyceniła straty w swoim majątku na 248 mln zł. – Ale te trzy konkretne adresy firm nie pojawiają się nigdzie – ustalił Szymon Jadczak. – Państwowa Straż Pożarna w tamtych dniach odnotowała w regionie około 1800 zdarzeń powodziowych. Ale pod tymi adresami ani jednego zgłoszenia.
Autor tekstu sprawdził obrazowania radarowe z kilku źródeł. Żadne nie pokazuje w tych miejscach wody. A jednak setki tysięcy w ramach „wsparcia dla powodzian” zostały wypłacone.
Uproszczone procedury bez dowodów
– Zastępczyni wójta gminy Jeżów Sudecki pisze nam wprost: postępowanie było uproszczone, bez procedury dowodowej co do przyczyn uszkodzeń – relacjonuje Jadczak. – Urząd nie dysponował niezależnym dowodem na to, że uszkodzenia, na które przyznawano pomoc, powstały wskutek powodzi, a jedyną podstawą było oświadczenie wnioskodawcy. Czyli ktoś powiedział, że go zalało, zapisano, że go zalało i tyle.
– Wycenę zamawia i wybiera ten, kto po pieniądze przychodzi, a ten, kto pieniądze wypłaca, tej wyceny już nie sprawdza – dodaje Jadczak. – W dokumentacji pensjonatu, do której dotarliśmy, nie ma zresztą śladu ani biegłego, ani rzeczoznawcy. Kto i na jakiej podstawie uznał, że pęknięte płytki są warte równo 200 tysięcy? Nie wiadomo.
Powtórzmy: chodzi o pensjonat należący do firmy męża Konieczyńskiej, wiceszefowej agencji, która rozdaje pieniądze dla powodzian.
Prezes KARR milczy, CBA działa od kwietnia
Prezes KARR zapewnia, że wiceprezeska oficjalnie wyłączyła się z postępowania dotyczącego firmy własnego męża. Poprosiliśmy o ten dokument. Do dziś go nie zobaczyliśmy.
Po naszych pytaniach wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros rozesłał do wszystkich gmin powiatu karkonoskiego i do Jeleniej Góry pismo, w którym żąda wykazu wszystkich przedsiębiorców, którzy dostali zaświadczenia powodziowe. Pyta, jakimi dowodami urzędy potwierdzały szkody. Resort dopuszcza zawiadomienie organów ścigania.
Program pożyczek KARR sprawdza też Centralne Biuro Antykorupcyjne. – Rzecznik CBA powiedział nam, że badają tę sytuację od kwietnia – relacjonuje Szymon Jadczak. – Czyli kiedy my chodziliśmy, sprawdzaliśmy, pisaliśmy do gmin, oni już mieli tę sprawę na biurku. Nam odmówiono dostępu do wycen, do kart oceny, do dokumentu wyłączenia wiceprezeski.
To kolejny przykład, jak elity polityczne – zwłaszcza te z Koalicji Obywatelskiej – traktują pomoc dla najbardziej potrzebujących jako okazję do prywatnych interesów. Polacy zasługują na uczciwość i przejrzystość, nie na bezkarność i nepotyzm.