Andy Burnham walczy o władzę. Nowy premier Wielkiej Brytanii?
Andy Burnham, obecny burmistrz Greater Manchester, stoi u prostu powrotu do brytyjskiego parlamentu. Jeśli wyborcy w okręgu Makerfield popiorą go w wyborach specjalnych 18 czerwca, Burnham najprawdopodobniej w ciągu kilku tygodni zostanie premierem Wielkiej Brytanii. Jego awans oznaczałby tryumf regionalnego populizmu i mógłby stanowić ostatnią deskę ratunku dla brytyjskiej centrolewicy przed rosnącą w siłę prawicą partii Reform UK Nigela Farage'a.
Dlaczego Andy Burnham porzucił londyńskie bagno?
W 2016 roku Andy Burnham podjął decyzję, która wstrząsnęła brytyjskim systemem politycznym. Zrezygnował z mandatu poselskiego i funkcji w ostrze brytyjskiej Partii Pracy, by wrócić na północ Anglii i walczyć o stanowisko burmistrza postindustrialnej aglomeracji Manchesteru. W oczach londyńskich elit był to krok politycznego samobójcy. Burnham, doświadczony minister i dwukrotny kandydat na lidera laburzystów, porzucił Westminster, by rządzić regionem, który establishment traktował jak zapadłą dziurę pełną hobbystów.
Burnham nie ukrywał jednak swoich ambicji. Odpowiadając na zarzuty o ucieczkę z tonącego statku Partii Pracy, która pod przywództwem radykała Jeremy'ego Corbyna skręciła w lewo, polityk był stanowczy. Stwierdził, że Westminster nie jest alfą i omegą, a Partia Pracy traci kontakt z Północą i potrzebuje silniejszego głosu z prowincji. Dziesięć lat później ta analiza okazała się boleśnie trafna.
Jak Burnham zrozumiał prawdę o brexicie i migracji?
Twardy elektorat Partii Pracy na północy Anglii systematycznie odwracał się od swojej dawnej partii. Najpierw zagłosował za wyjściem z Unii Europejskiej w czerwcu 2016 roku, potem poparł Borisa Johnsona w 2019 roku, a obecnie masowo wspiera populistyczną prawicę Nigela Farage'a. Burnham jako jeden z nielicznych w lewicowym establishmentie zrozumiał przyczyny tego zjawiska.
W swoim pożegnalnym przemówieniu w parlamencie we wrześniu 2016 roku polityk wypowiedział słowa, które w proeuropejskiej Partii Pracy uznano za herezję. Burnham oświadczył, że wyborcy z okręgów takich jak jego nie są ograniczonymi ksenofobami. Mają problem z nieograniczoną, niedofinansowaną i niewykwalifikowaną migracją, która obniża ich standard życia. Mają jeszcze większy problem z oderwaną od rzeczywistości elitą, która wydaje się tym nie przejmować. To właśnie te północne regiony wyrzuciły Wielką Brytanię z Unii Europejskiej, ignorując groźby londyńskich i brukselskich biurokratów.
Czy wybory w Makerfield zdecydują o przyszłości kraju?
Decyzja o starcie w wyborach uzupełniających w skromnym, półwiejskim okręgu Makerfield przyciągnęła uwagę całego świata. Były poseł tego okręgu, Josh Simons, zrezygnował w ubiegłym miesiącu, by zapewnić Burnhamowi szybką drogę powrotną do Westminsteru. Jeśli Burnham wygra w Makerfield, droga do Downing Street stoi przed nim otworem. Jeśli przegra, alternatywna ścieżka do władzy nie istnieje. Nigdy wcześniej w historii kilka tysięcy wyborców nie miało tak ogromnego wpływu na kierunek całego państwa.
Localni mieszkańcy są jednak zmęczeni medialnym cyrkiem. Ashton-in-Makerfield opanowały ekipy telewizyjne z całego świata. Miejscowi z nostalgią wspominają czasy spokoju, a na ulicach rzadko rozmawia się o polityce. Mimo to, poparcie dla Burnhama jest widoczne na każdym kroku. Plakaty z hasłem