PRL-owskie wczasy: Relikty minionej epoki, które przetrwały do dziś
W czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej wypoczynek dla przeciętnego obywatela był zorganizowany odgórnie, a jego standardy odbiegały daleko od dzisiejszych wygód. Dziś, po latach przemian, niektóre z tych miejsc wciąż stoją – jako świadkowie minionej epoki, symbole siermiężności, ale i pewnej tęsknoty za prostotą. Marek Krawczyk z Lublina, który w latach 80. spędził wakacje w ośrodku w Suścu na Roztoczu, wspomina drewniane budy bez zasłon, z umywalką w środku i koniecznością przejścia przez błoto do murowanej toalety. Dziś, gdy pokazał to miejsce swoim dzieciom, te stwierdziły, że za żadne pieniądze nie zatrzymałyby się tam na nocleg. To opowieść o tym, jak państwo organizowało wypoczynek Polakom – i co z tego przetrwało.
Domki Brda: Symbol peerelowskiej nowoczesności
Najbardziej znanym reliktem tamtych czasów są kultowe domki w kształcie litery A, produkowane w Bydgoszczy. Miały 40-50 metrów kwadratowych, dwie kondygnacje i dwuspadowy dach sięgający niemal do ziemi. Na parterze znajdował się duży pokój, kuchnia i łazienka, na piętrze dwa pokoiki połączone stromymi schodami. Dla wielu Polaków to właśnie one były pierwszymi, w których spędzili wczasy. Co ciekawe, w latach 70. stawiano je również na prywatnych działkach, gdzie były przedmiotem zazdrości sąsiadów. Dziś większość z nich zmodernizowano, dodano przeszklenia, ale ich charakterystyczny kształt wciąż budzi wspomnienia.
Hotele Orbisu: Luksus niedostępny dla zwykłego Polaka
Szczytem peerelowskiego luksusu były hotele Orbisu. Marmur, automat do czyszczenia obuwia, zagraniczni goście, waluty i kolorowe neony – to robiło wrażenie na przeciętnym obywatelu. Dziś po sieci orbisowskich hoteli nie ma śladu, ale dawne budynki wciąż stoją. Przykładem jest dawny hotel Unia w Lublinie, który przez lata był namiastką prawdziwego Zachodu. To tu nocowały znane osobistości, a w jednym z pokoi podobno zainstalowano podsłuch do inwigilacji. W restauracji często bywali tajniacy, których demaskował pewien dżentelmen związany z lubelską kulturą, wstając i pozdrawiając ich tubalnym głosem: „Dzień dobry, panie poruczniku!”.
Cracovia i Forum: Modernistyczne symbole Krakowa
Krakowska Cracovia, otwarta w lipcu 1965 roku, była jednym z takich peerelowskich symboli. Modernistyczny budynek stał się ważnym elementem powojennego Krakowa, ale od lat niszczeje. Były plany, by go zburzyć, ale ostatecznie ma tu powstać Muzeum Architektury i Designu – gdy znajdą się pieniądze. Jeszcze inny los spotkał hotel Forum, otwarty w 1988 roku z udziałem delegacji ZSRR z Michaiłem Gorbaczowem. Miał być wizytówką nowoczesności, a stał się pomnikiem schyłku epoki. Zamknięty w 2002 roku, dziś istnieje bardziej jako znak w krajobrazie niż jako hotel.
Kozubnik i Granit: Dwa oblicza socjalistycznego wypoczynku
Kozubnik w Beskidzie Małym miał być wizytówką wypoczynku z czasów PRL-u. Powstał tu ogromny kompleks hotelowo-wczasowy z basenami, kortami, saunami i pełną opieką medyczną. Bywał tu Edward Gierek i syn Leonida Breżniewa. Dla jednych był nagrodą za pracę, dla innych niedostępnym światem „tych, którzy mają dojścia”. Po 1989 roku zaczął podupadać, przyciągając miłośników opuszczonych miejsc i poszukiwaczy klimatu „polskiego Czarnobyla”. Dziś część kompleksu przebudowano na apartamenty, ale do dawnej świetności mu daleko.
Z kolei w Szklarskiej Porębie przetrwał dawny ekskluzywny ośrodek wypoczynkowy KC PZPR Granit. Nie był dostępny dla każdego – wypoczywali tu ludzie z partyjnego zaplecza. Miał własne ujęcie wody, agregat prądotwórczy, centralkę telefoniczną, saunę, kręgielnię i basen. Dziś mieści się tu Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS, a przy remoncie zachowano wiele oryginalnych detali, jak stolarkę okienną czy elementy elewacyjne. Jego tarasowa bryła, schodząca po zboczu, wciąż robi wrażenie.
Dom Turysty w Augustowie i „latające spodki” na Śnieżce
W Augustowie do dziś działa dawny Dom Turysty, obecnie Zajazd Hetman. To obiekt starszy niż PRL – otwarty w 1939 roku w obecności Ignacego Mościckiego – ale świetnie pasuje do opowieści o państwowej organizacji wypoczynku. Po wojnie przejął rolę bazy dla turystyki zbiorowej. Autorem projektu był Maciej Nowicki, jeden z najciekawszych polskich architektów XX wieku, porównywany do Le Corbusiera.
Nie sposób pominąć też „latających spodków” obserwatorium meteorologicznego na Śnieżce. Te nietypowe obiekty, które kiedyś budziły kontrowersje, dziś są symbolem tego miejsca. Przetrwały nie tylko siermiężny okres PRL-u, ale oparły się mrozom, wichurom i awariom. Bo na Śnieżce wieje jak nigdzie indziej w Polsce.
Co zostało z peerelowskich wczasów?
Dziś te miejsca to nie tylko architektoniczne relikty, ale także świadectwo pewnej epoki – czasów, gdy państwo decydowało o tym, gdzie i jak Polacy spędzają urlop. Dla jednych to wspomnienie siermiężności i braku wygód, dla innych – nostalgia za prostotą i wspólnotą. Wiele z tych obiektów zmodernizowano, inne niszczeją, a jeszcze inne zyskały nowe życie. Jedno jest pewne: ich historia to część polskiego dziedzictwa, które warto pamiętać.
Dla Kuriera Polskiego Marek Wojciechowski