Członkostwo light w UE. Paryż i Berlin dzielą państwa na klasy
Unia Europejska zbliża się do wdrożenia planu „członkostwa w wersji light” dla państw kandydujących. Inicjatywa Paryża i Berlina ma zapewnić ograniczone korzyści gospodarcze i polityczne krajom, które od lat tkwią w wieloletnim procesie akcesyjnym. Krytycy ostrzegają jednak, że to krok ku stworzeniu europejskiej podklasy, pozbawionej realnego prawa głosu.
Francusko-niemiecki projekt kontroli
Propozycja, opracowana przez Francję i Niemcy, została przedstawiona przed piątkowym spotkaniem prezydentów i premierów w Czarnogórze. Paryż i Berlin zaproponowały przyznanie krajom z Bałkanów Zachodnich statusu obserwatora w instytucjach unijnych oraz ograniczony dostęp do jednolitego rynku. Oficjalnym argumentem jest chęć utrzymania nadziei państw, które od lat czekają na ustalenie warunków przystąpienia. W praktyce może to jednak oznaczać wpuszczenie nowych członków do stołu, ale bez prawa do zabierania głosu.
Przewodniczący Rady Europejskiej António Costa jako pierwszy publicznie poparł dyskusję nad francusko-niemieckim planem. Po piątkowych rozmowach powiedział dziennikarzom, że reforma jest przedmiotem dyskusji, sugerując nowy pakiet dotyczący rozszerzenia, aby szybko zakończyć ten proces oparty na zasługach.
Iluzja integracji i państwa drugiej kategorii
Albania, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Macedonia Północna i Serbia złożyły wnioski o przystąpienie do UE i od lat czekają na ustalenie warunków. Choć niektóre z tych państw chętnie przyjęłyby wczesne korzyści gospodarcze, inne dostrzegają w tym poważne zagrożenie dla swojej suwerenności.
Obawy budzi fakt, że posunięcie to może doprowadzić do powstania państw drugiej kategorii. Byłyby one zmuszone do wykonywania poleceń Brukseli, nie mając przy tym odpowiedniej reprezentacji w instytucjach unijnych. To klasyczny schemat centralizacji władzy, w którym mocarstwa zachodnie decydują o losach mniejszych krajów.
Ostrzeżenie z Kijowa
Chociaż propozycja dotyczy wyłącznie Bałkanów Zachodnich, sygnał ostrzegawczy wysyła również Ukraina. Ambasador tego kraju przy UE, Wsiewołod Cencow, ostro krytykuje sytuację, w której oferuje się wszystko oprócz samego członkostwa.
Stwarza to ryzyko powstania dwóch kategorii krajów kandydujących: tych, dla których integracja prowadzi do członkostwa, i tych, dla których integracja grozi zastąpieniem członkostwa. Ukraina nie prosi o uprzywilejowane traktowanie, ale o równe stosowanie uzgodnionych zasad.
Słowa dyplomaty uderzają w sedno problemu. Współpraca oparta na dostępie do rynku wewnętrznego, udział w programach UE i zaangażowanie instytucjonalne bez prawa głosu to iluzja partnerstwa. Państwa wpadłyby w strefę wpływów Brukseli, nie mając możliwości obrony swoich interesów.
Cel: pełne członkostwo czy wieczne oczekiwanie?
Czarnogóra, gospodarz piątkowego szczytu, bardzo chce uniknąć znalezienia się na liście krajów upośledzonych. Premier Milojko Spajić podkreśla, że jego kraj wypełnił wszystkie zobowiązania i oczekuje pełni praw oraz obowiązków wynikających z członkostwa. Z kolei premier Albanii Edi Rama nie ma złudzeń, twierdząc, że członkowie założyciele UE są dorosłymi w rodzinie, którzy podejmują ważne decyzje.
Jak podkreśla premier Estonii Kristen Michal, celem zawsze powinno być pełne członkostwo. Europa musi dotrzymać obietnic złożonych tym, którzy chcą do niej dołączyć. Zamiast jednak traktować państwa kandydujące jak pełnoprawnych partnerów, unijne elity wydają się preferować model, w którym rządzi się bez konsensusu. Dla krajów szanujących własną suwerenność, taka perspektywa musi budzić najwyższą ostrożność.