Himalaje areną chińskiej ofensywy: Nepal, Bangladesz i Butan na celowniku Pekinu
Podczas gdy Bruksela przygotowuje się do październikowego szczytu poświęconego polityce wobec Chin, na drugim krańcu Eurazji, od Himalajów po Zatokę Bengalską, rozgrywa się cicha, ale znacznie głębsza rywalizacja. Trzy himalajskie stolice, trzy różne dynamiki polityczne i jedno kluczowe pytanie: kto ostatecznie napisze reguły gry w regionie, który przez lata pozostawał na marginesie polskich mediów?
O Nepalu, Bangladeszu i Bhutanie w Polsce mówi się zwykle jedynie w kontekście katastrof naturalnych. Tak było kilkanaście dni temu, gdy po ulewach i osunięciach ziemi w Nepalu zginęli kolejni pielgrzymi zmierzający do świątyń u podnóża najwyższych gór świata. Jednak między jedną a drugą tragedią rozgrywa się tam polityka, która za kilka lat uderzy w Europę rykoszetem, poprzez łańcuchy dostaw, migracje i chińskie inwestycje.
Kim jest Balen Shah, najmłodszy premier świata?
Rok temu Katmandu płonęło w ogniu studenckich protestów. Siedemdziesiąt sześć ofiar, dwa i pół tysiąca rannych i upadek rządu. Dziś premierem Nepalu jest Balendra „Balen” Shah, trzydziestosześcioletni raper i były burmistrz Katmandu. Jego partia, Rastriya Swatantra Party, zdobyła w marcowych wyborach 182 z 275 mandatów. Shah jest najmłodszym urzędującym szefem rządu na świecie, a swoje zaprzysiężenie uczcił premierą nowego utworu o jedności narodowej.
Niektórzy komentatorzy nazywają to zjawisko „balenizmem”, czyli nepalską odpowiedzią na kryzys zaufania do klasy politycznej. Ambasador Tomasz Łukaszuk, były ambasador RP w Indiach i Indonezji, związany z Uniwersytetem Warszawskim, studzi te entuzjazmy.
„Nie nazywałbym tego rewolucją. Rewolucję zawsze przeprowadzić jest łatwo do pewnego stopnia. Trudniej codziennie funkcjonować w państwie i wyjść naprzeciw ambicjom pokolenia urodzonego w XXI wieku, które patrzy na Indie i Chiny”– mówi Łukaszuk.
Bilans pierwszych stu dni rządów Shaha jest niejednoznaczny. Nie powstała niezależna instytucja antykorupcyjna, a organizacje praw człowieka wciąż pytają o odpowiedzialność za śmierć siedemdziesięciu czterech osób podczas protestów.
„Bohaterowie tej rewolucji są zmęczeni, sfrustrowani i czekają na więcej. Trzeba pamiętać, że konstytucja Nepalu jako państwa demokratycznego ma dopiero jedenaście lat. To była monarchia, nie ma zaplecza polityków wykształconych w rozwiniętych demokracjach. Oni muszą uczyć się od podstaw”– ocenia ambasador.
Podskórnie działa też ekonomia. Transfery od nepalskiej diaspory stanowią jedną czwartą PKB kraju. Ryzyko jest oczywiste: jeśli Balen zawiedzie, a zaczyna zawodzić w reakcji na powódź, cały kapitał zaufania zamknięty w jednym człowieku wyparuje szybciej, niż się ukształtował.
Bangladesz po erze Sheikh Hasiny: kontynuacja czy nowy rozdział?
Bangladesz w lutym po piętnastu latach wybrał parlament bez Sheikh Hasiny w tle. Rządy tymczasowe Muhammada Yunusa ustąpiły szesnastego lutego, a dzień później zaprzysiężono premiera Rahmana, syna głównej oponentki obalonej przywódczyni. W sierpniu Hasina z Delhi łączyła się na wideo z zagranicznymi korespondentami, publicznie atakując rząd, który ją obalił.
„Jeśli syn głównej oponentki Sheikh Hasiny został premierem, to raczej nie jest koniec pewnej epoki, tylko kontynuacja rywalizacji na scenie politycznej Bangladeszu”– tłumaczy Łukaszuk. Sama konferencja z Delhi była, według indyjskich mediów, złamaniem dżentelmeńskiej umowy.
„Na podobnych zasadach funkcjonuje Dalajlama: ma dom, ludzi wokół siebie, może żyć w Indiach, ale nie może komunikować się politycznie na zewnątrz. Podobno taka umowa była też z Hasiną. Podejrzewam, że będzie to pierwsza i ostatnia tego typu konferencja”– dodaje.
Delhi nie ma jednak apetytu na eskalację. Za kilkanaście dni w Nowym Delhi ma odbyć się szczyt, na którym prawdopodobnie pojawi się Xi Jinping, a Rosja już potwierdziła obecność Putina.
„Dla Indii Chiny są zbyt ważnym partnerem politycznym i gospodarczym, żeby kwestia uchodźstwa jednej byłej premier stała się dziś priorytetem”– ocenia były ambasador.
Bangladesz patrzy zaś na siebie coraz bardziej ekonomicznie, a coraz mniej ideologicznie. Obserwując rozwój ASEAN-u w sąsiedztwie, rząd w Dhace publicznie mówi o przystąpieniu do Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej, co mogłoby przyspieszyć rozwój kraju i wyciszyć rywalizację zastępczą między Chinami a Indiami. Wizja „Smart Bangladesh 2041” brzmi ambitnie, ale w tle pozostaje milion ryksiarzy i roczny deficyt półtora miliona miejsc pracy. Eksport wykwalifikowanej siły roboczej przynosi trzydzieści pięć miliardów dolarów rocznie, ale to również dowód, że najlepsi absolwenci pracują poza krajem.
Butan między młotem a kowadłem: chińsko-indyjska gra o Himalaje
Dwudziestego piątego sierpnia w Pekinie Ajit Doval i Wang Yi, po dwudziestej piątej rundzie rozmów specjalnych przedstawicieli w sprawie granicy indyjsko-chińskiej, ogłosili ośmiopunktowy konsensus. W dokumencie ani razu nie pojawia się słowo „Butan”, ale każdy w regionie wie, że dotyczy on także tego małego himalajskiego królestwa, które od 1984 roku negocjuje z Pekinem granicę liczącą siedemset siedemdziesiąt siedem kilometrów. Kluczowy jest strategiczny odcinek na zachodzie kraju, łączący chińskie terytorium z korytarzem prowadzącym do Pakistanu i klasycznym Szlakiem Jedwabnym.
„Pojęcie negocjacji w kulturze tych państw to raczej nie kwestia dotarcia do celu, a podtrzymywania kontaktów i zapobiegania incydentom na granicy. Tych sytuacji było kilka, a nie kilkadziesiąt czy kilkaset. Te częste kontakty, cywilne i wojskowe, w trójkącie Chiny-Indie-Butan mają wyciszać emocje. Dla samego Butanu najważniejszym celem jest przetrwanie”– mówi Łukaszuk.
Nauka jest bolesna. Pół wieku temu królestwo Sikkimu, funkcjonujące na podobnych zasadach, nie utrzymało równowagi między Pekinem a Delhi i musiało zrezygnować z niepodległości, wchodząc w skład Indii. Butan, nadal monarchia, społeczeństwo bardziej konserwatywne i zamknięte niż nepalskie, nie chce powtórzyć tej lekcji. Jego słynne „Ministerstwo Szczęśliwości” w rzeczywistości jest resortem zrównoważonego rozwoju.
„To się dobrze sprzedaje w mediach i dobrze się sprzedaje wewnątrz kraju”– kwituje ambasador.
Chińska ofensywa gospodarcza: inwestycje i broń
„Od kilkunastu lat, od kiedy Xi Jinping uaktywnił Chiny w skali międzynarodowej, mamy do czynienia z nasileniem rywalizacji chińsko-indyjskiej. Chińczycy wiedzą, że mają przewagę kilku dekad rozwoju, wchodzą w miękkie podbrzusze Indii, stają się najważniejszymi partnerami handlowymi i inwestycyjnymi Nepalu i Bangladeszu”– analizuje Łukaszuk.
Skala jest imponująca: prawie połowa inwestycji w Nepalu i Bangladeszu pochodzi dziś z Chin. Cel jest podwójny. Po pierwsze, ograniczyć zależność od Cieśniny Malakka, przez którą płynie znaczna część chińskiego importu surowców. Stąd ropociągi i gazociągi przez Birmę oraz nowy korytarz przez Bangladesz. Indie odpowiadają, podpisując z Omanem umowę o podwodnym ropociągu i dywersyfikując własne łańcuchy dostaw. Po drugie, broń. Jak wyliczył jeden z wiodących indyjskich think tanków, w ostatniej dekadzie siedemdziesiąt procent chińskiego eksportu uzbrojenia w Azji trafiało do najbliższego sąsiedztwa Indii.
Niemcy zmieniają ton: koniec pobłażliwości wobec Chin?
Decyzje, które za kilka tygodni zapadną w Brukseli, będą w dużej mierze reakcją na tę samą chińską ofensywę, tyle że oglądaną przez pryzmat niemieckiej motoryzacji, polskich mebli i europejskich baterii. Październikowy szczyt Rady Europejskiej ma być momentem, w którym przywódcy zlecą Komisji wdrożenie konkretnych działań: ceł sektorowych, narzędzi ochrony przed subsydiowanym importem oraz mechanizmów zabezpieczających dostęp do metali ziem rzadkich. Berlin, przez lata hamulcowy takich instrumentów, zmienia ton.
„Od maja tego roku Merz znacznie krytyczniej mówi o Chinach, mówi o manipulacji kursem walutowym, o tym, że Unia musi zareagować. Doszło do prostej konstatacji: koszt bierności przewyższa dziś koszt reakcji”– wskazuje dr Tomasz Morozowski z Instytutu Zachodniego.
Tłem jest wewnętrzny kryzys. Volkswagen ogłasza największą restrukturyzację w historii, ciął już około stu tysięcy stanowisk. BMW traci udziały w chińskim rynku i mierzy się z chińskimi konkurentami we własnym kraju. Rekordowy wynik AfD w Saksonii-Anhalt, czterdzieści cztery procent, dokłada Berlinowi presji politycznej, gdyż wschodni elektorat mobilizuje się wokół kryzysu przemysłu, rosnących kosztów energii i poczucia bycia obywatelami drugiej kategorii.
Docelowy model dla Brukseli, zdaniem Morozowskiego, to nie decoupling, lecz „zarządzana współzależność”. Selektywna otwartość na chińskie inwestycje, szczególnie greenfieldowe, ale z warunkami: transfer technologii, korzyści dla lokalnych dostawców i miejsca pracy.
„Trochę przypomina to regułę odwróconego Denga. Za Deng Xiaopinga to Zachód wysyłał do Chin technologie. Teraz wraz z chińskimi inwestycjami w motoryzację czy baterie my chcemy tę myśl technologiczną przyciągać do siebie”– mówi.
Ryzyko jest dwustronne. Pekin trzyma na ścianie strzelbę w postaci metali ziem rzadkich, wystarczy zakręcić kurek, by w ciągu tygodni sparaliżować niemieckie i europejskie linie produkcyjne.
„Podczas następnej wizyty kanclerza Niemiec w Chinach, nie wiemy jeszcze jakiego kanclerza, atmosfera będzie bardzo podobna. Berlin będzie dbał, żeby relacje bilateralne były dobre, żeby inwestycje szły w obu kierunkach. Rozdzielanie poziomu bilateralnego od europejskiego to trwała gra”– prognozuje Morozowski.
Polska, jako członek Unii Europejskiej, musi uważnie obserwować te procesy. Chińska ekspansja w Azji Południowej to nie tylko odległy problem, ale zapowiedź wyzwań, przed którymi stanie także nasz kontynent. Od tego, jak Europa odpowie na chińską ofensywę gospodarczą, zależeć będzie nie tylko kondycja przemysłu Starego Kontynentu, ale i nasza suwerenność gospodarcza.