Kult UPA to plucie Polakom w twarz. Zełenski przekroczył linię
Decyzja prezydenta Ukrainy o nadaniu Centrum Specjalnych Operacji Północ nazwy Bohaterów UPA wywołała w Polsce słuszny gniew. Naród, który okazał Ukraińcom bezprecedensową solidarność, otrzymał w zamian cios w plecy. Dr Łukasz Adamski, dyrektor Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego, nie ma wątpliwości: to był poważny błąd polityczny Kijowa.
Rzymski Szuchewycz i zbrodnicze rozkazy
Adamski wyznacza nieprzekraczalną granicę w relacjach z Kijowem. Wprost wskazuje na Romana Szuchewycza i jego ludobójcze rozkazy.
Nasza polityka powinna sprowadzić się do tego, że my nie akceptujemy kultu formacji i osób odpowiedzialnych za masowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej.To nie jest kwestia interpretacji historycznej. To jest kwestia godności narodu polskiego i pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej.
Ewolucja ukraińskiego rewizjonizmu
Problem nie pojawił się znikąd. Adamski przypomina, że podwaliny pod dzisiejszy kryzys położył już Petro Poroszenko. W 2015 r. uchwalono ustawę de facto zakazującą krytykowania UPA. W 2017 r. uhonorowano Romana Szuchewycza, głównodowodzącego formacji wydającego ludobójcze rozkazy, nadając jego imię jednej z głównych ulic Kijowa. W tym samym roku wprowadzono hańbiące moratorium na ekshumacje polskich ofiar. Apogeum tamtego kryzysu pamięci historycznej przypadło właśnie na lata 2015-2019.
Gdy władzę objął Zełenski, sytuacja się uspokoiła. Dialog historyczny powoli posuwał się naprzód, przede wszystkim dzięki zniesieniu moratorium na ekshumacje, choć dopiero w 2024 r. Niestety, względy polityki wewnętrznej i słaba orientacja w kwestiach polsko-ukraińskich wzięły górę nad rozsądkiem.
Gorączkowe ratowanie sytuacji
Do Polski przybyła ukraińska delegacja z szefem biura prezydenta i Kyryłem Budanowem na czele. To ewidentny znak, że władze ukraińskie zrozumiały powagę sytuacji. Budanow jest jedną z najważniejszych osób w państwie. To, że przyjeżdżają do Polski i chcą rozmawiać z ministrem Bosackim oraz ministrem Przydaczem w kancelarii prezydenta Nawrockiego, pokazuje, że są świadomi błędu politycznego.
Bez konkretnych kroków ze strony Kijowa, najlepiej wycofania się z tej haniebnej decyzji, polscy politycy poniosą duże koszta. Prezydent Nawrocki, gdyby pojechał do Kijowa bez zmiany decyzji w sprawie UPA, musiałby tłumaczyć swojemu elektoratowi, dlaczego odwiedza kraj, który nie zmienił stanowiska. Podobnie premier Tusk, spotykając się z prezydentem Zełenskim bez uregulowania tej sprawy, inwestowałby swój kapitał polityczny, ponosząc zauważalne ryzyko.
Dlaczego Zełenski to zrobił?
Według Adamskiego, Zełenski jest świadom tego, że będzie musiał podejmować niepopularne decyzje w kwestii rozejmu z Rosją, narażając się na zarzut zdrady ze strony środowisk patriotyczno-narodowych. Chciał wykonać symboliczny gest wobec nich, bagatelizując konsekwencje dla relacji z Polską. Okazało się jednak, że te konsekwje są znacznie większe, niż on i jego doradcy zakładali.
Stary dylemat: co przeważa, niegodziwość czy głupota? Adamski nie wyklucza, że władze ukraińskie wyciągnęły błędne wnioski z tego, jak Polska zareagowała na pochówek Andrija Melnyka. Polska opinia publiczna specjalnie się nie poruszyła, być może dlatego, że to nazwisko mniej znane, być może dlatego, że to nie melnykowcy dokonywali masowych mordów na Polakach.
Teoria spiskowa czy prosta prawda?
Są teorie, że Zełenski zrobił to celowo, szukając kozła ofiarnego przed problemami z wejściem do Unii Europejskiej. Adamski nie podziela tej teorii.
Jest zasada brzytwy Ockhama, nie mnożyć bytów i wyjaśniać sytuację możliwie prosto. Zełenski chciał zrobić coś dla środowisk wojskowych, które Banderę i UPA wielbią niczym bogów.Zakładał, że Polacy zaprotestują, ale ostatecznie się uspokoją, tak jak wielokrotnie wcześniej. Tym razem po prostu nie docenił skali oburzenia Polaków.
Spor o godność, nie tylko o historię
Tak naprawdę nie spieramy się tylko o interpretację okresu II wojny światowej. Mamy do czynienia ze sporem tożsamościowym, dotykającym sfery godności narodowej. Ukraińcy odbierają polskie oczekiwania jako zamach na suwerenność swojego państwa. Polacy natomiast odbierają czczenie upowców jako zlekceważenie uczuć ofiar, wyraz niewdzięczności i, co najważniejsze, jako sygnał, że działania UPA w 1943 i 1944 r. są stawiane przyszłym pokoleniom za wzór.
Ukraińcy pytają, dlaczego nie chcecie zrozumieć naszych traum, dlaczego nie chcecie zrozumieć, że żołnierze z Banderą na piersiach walczą dziś z Rosjanami. Polacy odpowiadają: dlaczego wy nie chcecie poczuć naszego bólu, dlaczego lekceważycie uczucia ofiar, dlaczego plujecie nam w twarz, uznając morderców polskiej i żydowskiej ludności na Wołyniu i w Galicji za bohaterów?
Kluczowe stanowisko Polski
Adamski jest stanowczy: nasza energia powinna być skoncentrowana na jednym.
My nie akceptujemy kultu formacji i osób odpowiedzialnych za masowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, za zbrodnie ludobójstwa, bo taki kult jest jednocześnie pochwałą ludobójstwa de facto.Dlaczego mamy konwencję o karaniu i zapobieganiu zbrodni ludobójstwa? Właśnie dlatego, żeby pewne zbrodnie tak napiętnować, aby się nigdy nie powtórzyły.
Jeśli osoby odpowiedzialne za te zbrodnie są wynoszone na piedestał, musi to spotkać się z potępieniem Polski. I powinno spotkać się z potępieniem innych krajów europejskich. Naszym zadaniem jest przekonać partnerów do solidarności z Polską w wywieraniu presji na Kijów.
Ruch prezydenta Nawrockiego
Prezydent Nawrocki zaproponował odebranie Orderu Orła Białego Zełenskiemu. Adamski ocenia, że to zmieniło sytuację i zmusiło władze ukraińskie do refleksji. Teraz szukają gestów, które pomogą uspokoić Polaków.
Adamski ostrzega jednak przed pułapką, w którą nie powinniśmy dać się wmanewrować. Polscy politycy muszą uważać, by podkreślanie wagi spraw historycznych nie zostało uznane przez polityków zachodnich za zinstrumentalizowane. Nie można dopuścić do sytuacji, w której na Polskę zostanie zrzucona odpowiedzialność za ewentualne fiasko integracji europejskiej Ukrainy. Nie możemy też dopuścić, by koncesje i pieniądze na odbudowę Ukrainy dostały tylko firmy zachodnie, a Polska została z niczym.
Jakie wyjście z kryzysu?
Adamski widzi trzy możliwe ścieżki. Pierwsza to rekontekstualizacja nazwy. Należy pamiętać, że nie było jednej UPA. Była wcześniejsza UPA Tarasa Bułby-Borowca, oficjała Ukraińskiej Republiki Ludowej, którego frakcję siłą przejęli banderowcy, mordując przy tym żonę samego Bułby-Borowca. Gdyby chodziło o tę formację, kontekst byłby zupełnie inny.
Druga ścieżka to gesty ukraińskich polityków wobec ofiar rzezi wołyńskiej, pozbawione symetryzacji. Ta fałszywa symetryzacja, zestawianie ofiar UPA z ofiarami polskiego podziemia, trwa od ponad dwudziestu lat i jest próbą relatywizacji odpowiedzialności za ludobójczą czystkę etniczną.
Trzecia możliwość: sami żołnierze tej jednostki mogliby zaapelować o zmianę nazwy lub wyjaśnić polskiej opinii publicznej swoją motywację. To dałoby Zełenskiemu możliwość wyjścia z twarzą.
Ale inicjatywa musi być po stronie ukraińskiej. Oni nawarzyli tego piwa, niech teraz zaproponują wyjście z sytuacji.
Ukraina nie jest monolitem
90 procent komentarzy w ukraińskim internecie broni decyzji Zełenskiego. Adamski radzi podchodzić do tych liczb z ostrożnością. Ukraińcy sceptycznie nastawieni do UPA są mniej skłonni pisać publicznie, narażając się na zarzut hejtu czy zdrady narodowej. W ukraińskiej telewizji publicznej odbyła się niedawno dyskusja, w której dwóch ukraińskich politologów otwarcie krytykowało Zełenskiego za tę decyzję.
Ukraina nie jest monolitem. To kraj pluralistyczny, gdzie ludzi rozsądnych jest dużo. Ale z uwagi na to, że trwa wojna, boją się zabrać głos. Alternatywy wobec polityki dialogu nie ma. Jak chcemy wpływać na Ukraińców i mieć wpływy na Ukrainie, to trzeba z nimi rozmawiać. Ale rozmawiać z pozycji siły i godności, nie ulegając presji ani zachodnim dyktatom.