Prawda o pracy Ukraińców w Polsce. Lewicowa minister musiała przyznać rację narodowcom
Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, znana z lewicowych poglądów, niespodziewanie potwierdziła to, co od dawna mówią polscy patrioci. Na antenie TVP Info stwierdziła, że aktywność zawodowa Ukraińców w Polsce jest „bardzo wysoka” i wynosi powyżej 70 proc., czyli tyle samo, co wśród obywateli Polski. Te słowa zweryfikowała organizacja Demagog, która uznała je za zgodne z faktami. Ale czy to na pewno powód do dumy?
Co mówią twarde dane o pracy Ukraińców?
Demagog, analizując raporty Narodowego Banku Polskiego, Polskiego Instytutu Ekonomicznego, OECD, Deloitte, UNHCR oraz Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego, potwierdził, że Ukraińcy są aktywni zawodowo na poziomie zbliżonym do Polaków. Z raportu NBP wynika, że w 2025 roku aktywnych zawodowo było ponad 90 proc. imigrantów z Ukrainy, którzy przyjechali przed 2022 rokiem, oraz 75 proc. uchodźców po rosyjskiej inwazji. Odsetek biernych zawodowo wynosił zaledwie 1-2 proc. wśród migrantów przedwojennych i 11-12 proc. wśród uchodźców. Stopa bezrobocia wśród uchodźców spadła z 25 proc. w 2023 roku do 14 proc. w 2025 roku.
Ośrodek Badań nad Migracjami UW podaje, że 83 proc. ankietowanych obywateli Ukrainy w Polsce było zatrudnionych. Polski Instytut Ekonomiczny dodaje, że ok. 75-85 proc. imigrantów z Ukrainy jest aktywnych zawodowo. Dla porównania: w Polsce współczynnik aktywności zawodowej osób w wieku produkcyjnym wynosił 82 proc., a wskaźnik zatrudnienia 79,3 proc. Według GUS w styczniu 2026 roku Ukraińcy stanowili 67,7 proc. wszystkich pracujących cudzoziemców i około 5 proc. wszystkich pracujących w Polsce.
Dlaczego to nie jest dobra wiadomość dla Polski?
Choć liczby wyglądają imponująco, kryje się za nimi gorzka prawda. Ukraińcy najczęściej pracują w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, transporcie i gospodarce magazynowej. Ukrainki dominują w opiece domowej, usługach porządkowych i handlu. To branże, które nie wymagają wysokich kwalifikacji, a mimo to aż 40 proc. obywateli Ukrainy pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Według raportu Deloitte i UNHCR tylko jedna trzecia uchodźców z wyższym wykształceniem zajmuje stanowiska odpowiadające ich poziomowi edukacji.
To oznacza, że polski rynek pracy jest wykorzystywany jako zaplecze dla taniej siły roboczej, podczas gdy nasi rodacy, zwłaszcza młodzi, mają coraz większe trudności ze znalezieniem stabilnego zatrudnienia. Lewicowa narracja o „wspaniałej integracji” Ukraińców pomija fakt, że ich obecność obniża standardy płacowe i wypiera Polaków z niektórych sektorów.
Czy PiS ma rację w sprawie deportacji?
Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że w przypadku wygranej wyborów, przyszły rząd zadba o deportację mężczyzn z Ukrainy w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce. Ta propozycja wywołała burzę w debacie publicznej. Lewica i liberałowie krzyczą o „ksenofobii”, ale dane pokazują coś innego. Jeśli Ukraińcy są tak aktywni zawodowo, to dlaczego mielibyśmy tolerować tych, którzy uchylają się od pracy i korzystają z naszego systemu socjalnego? To pytanie zadaje sobie coraz więcej Polaków.
Polska potrzebuje polityki migracyjnej, która stawia na pierwszym miejscu interes narodowy. Nie możemy pozwolić, aby nasz kraj stał się „przechowalnią” dla obcokrajowców, którzy nie szanują naszych praw i tradycji. Deportacja niepracujących mężczyzn w wieku poborowym to krok w dobrym kierunku, który wzmocni bezpieczeństwo i stabilność naszego rynku pracy.
Podsumowanie: Fakty nie kłamią, ale trzeba je właściwie interpretować
Lewicowa minister Dziemianowicz-Bąk może się cieszyć z wysokiej aktywności zawodowej Ukraińców, ale to nie zmienia faktu, że Polska traci na tej imigracji. Nasi obywatele są wypierani z rynku pracy, a państwo ponosi koszty socjalne i administracyjne. Czas, aby politycy, zwłaszcza z obozu rządzącego, przestali udawać, że wszystko jest w porządku. Polska musi chronić swoich obywateli, a nie obcych.