Ceny ropy spadają po niespodziewanej przerwie w amerykańsko-irańskich starciach. Czy to chwilowy rozejm?
Światowe rynki paliw odetchnęły z ulgą. W ostatnich dniach ceny ropy naftowej gwałtownie spadły, a to za sprawą niespodziewanej przerwy w wymianie ognia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Inwestorzy z nadzieją patrzą na możliwość deeskalacji konfliktu, ale eksperci ostrzegają, że sytuacja wciąż jest daleka od stabilizacji. Dla Polski, która boryka się z wysokimi cenami paliw, to sygnał dający nadzieję na obniżki na stacjach benzynowych.
Gwałtowne spadki cen ropy na giełdach
Ostatni tydzień lipca przyniósł długo oczekiwane wytchnienie na rynkach paliw. Ceny ropy naftowej, które przez ostatnie miesiące szybowały w związku z eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie, teraz notują wyraźne spadki. Na nowojorskiej giełdzie NYMEX baryłka ropy West Texas Intermediate (WTI) w dostawach na wrzesień kosztuje 84,64 dolara, co oznacza spadek aż o 5,23 procent. Również ropa Brent na londyńskiej giełdzie ICE tanieje o 4,89 procent, osiągając poziom 92,05 dolara za baryłkę.
Tak gwałtowne zmiany to efekt niespodziewanej przerwy w wymianie ognia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Przez dwie ostatnie noce nie odnotowano żadnych amerykańskich nalotów na irańskie cele, a Teheran wstrzymał ataki odwetowe na sąsiadów znad Zatoki Perskiej.
Chwilowy rozejm czy początek deeskalacji?
W niedzielny i poniedziałkowy poranek nie informowano o nocnych działaniach zbrojnych pomiędzy USA a Iranem. To znacząca zmiana po dwóch tygodniach intensywnych nalotów USA. Donald Trump, choć nie wyklucza kolejnych silniejszych uderzeń, na razie wstrzymał działania militarne. Z kolei rzecznik irańskiego wojska, Mohammad Akraminia, podkreślił w państwowej telewizji, że strategia Teheranu opiera się na zasadzie „odwetu”.
„Przez dwie ostatnie noce Amerykanie wstrzymali ataki. Ponieważ nasza strategia opiera się w istocie na odwecie, my również zawiesiliśmy nasze działania” – powiedział Akraminia.
Irańskie źródła podkreślają, że Iran nie będzie atakował, dopóki USA również powstrzymają się od uderzeń. Jednak Teheran pozostaje sceptyczny wobec intencji Waszyngtonu, a stanowisko Iranu pozostaje niezmienne: „atak za atak”.
Nadzieja na rozmowy, ale niepewność pozostaje
Ambasador USA przy ONZ, Mike Waltz, w rozmowie z Fox News przyznał, że prezydent Trump widzi przestrzeń do rozmów z Iranem. Amerykańskie media donoszą jednak, że administracja USA obawia się kurczących się zapasów pocisków przechwytujących do systemów Patriot oraz innego sprzętu obronnego, który chroni państwa Zatoki Perskiej. W ostatnich tygodniach te kraje ponownie stały się celem irańskich ataków w odwecie za działania USA.
Prezydent Trump zapewnia też, że Chiny i Rosja nie są zaangażowane w dostawy broni dla Iranu, a ich przywódcy mieli go o tym osobiście zapewnić. „Gdyby było inaczej, byłoby to bardzo złe dla nich” – ostrzega amerykański prezydent.
Sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż napięta
Analitycy podkreślają, że przerwa w działaniach wojennych daje nadzieję na deeskalację i powrót do rozmów. Jednak sytuacja pozostaje daleka od stabilnej. Bojownicy Huti nadal grożą atakami na cele saudyjskie, a przepływy energii z Bliskiego Wschodu są poważnie zakłócone.
„Przerwa w atakach USA i Iranu podniosła na rynkach oczekiwania na ponowne pojawienie się ścieżki deeskalacji, co może doprowadzić do odbicia się transportu energii z Zatoki Perskiej” – mówi Saul Kavonic, starszy analityk ds. rynków energii w MST Marquee.
Zwraca jednak uwagę, że kluczowe kwestie, takie jak kontrola Iranu nad cieśniną Ormuz czy program nuklearny Teheranu, pozostają nierozstrzygnięte.
Ruch tankowców wciąż ograniczony
Mimo wstępnego porozumienia rozejmowego z 17 czerwca, które zakładało m.in. odblokowanie cieśniny Ormuz, sytuacja na szlakach morskich pozostaje napięta. Na początku lipca Iran ponownie zaczął atakować statki, które nie podporządkowały się narzuconym przez to państwo zasadom. Według danych firmy Kpler, w niedzielę przez cieśninę Ormuz przepłynęło zaledwie 8 statków towarowych – głównie mniejszych tankowców i masowców. To znacznie poniżej normy. W Bab el-Mandab, na wejściu do Morza Czerwonego, w obu kierunkach przepłynęło tylko 14 statków – najniższa dzienna liczba w tym roku.
Dla polskich kierowców, którzy od miesięcy zmagają się z wysokimi cenami paliw, ta chwilowa przerwa w konflikcie może przynieść realne oszczędności. Jednak dopóki kluczowe kwestie, takie jak kontrola nad cieśniną Ormuz, nie zostaną rozwiązane, ryzyko kolejnych wzrostów cen pozostaje wysokie.