Dywersja w Skarżysku-Kamiennej? Kierwiński: z dużym prawdopodobieństwem to podpalenie
Szef MSWiA Marcin Kierwiński poinformował, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem pożar w fabryce części do dronów w Skarżysku-Kamiennej był aktem podpalenia. Na nagraniach z monitoringu zarejestrowano potencjalnego sprawcę, a śledczy zabezpieczyli istotne dowody w pobliżu zakładu. Minister nie wyklucza, że mamy do czynienia z aktem dywersji wymierzonym w polski przemysł obronny.
Co wiadomo o pożarze w fabryce dronów?
Do pożaru doszło w zakładzie produkującym części do dronów w Skarżysku-Kamiennej. Służby od początku badały przyczyny zdarzenia, a teraz minister spraw wewnętrznych i administracji wprost mówi o podpaleniu. „Z bardzo dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że tak, mieliśmy do czynienia z podpaleniem i terba określić, kto jest za nie odpowiedzialny” – powiedział Kierwiński w programie „Gość Wydarzeń”.
Jak dodał, kamery monitoringu zarejestrowały osobę, która mogła doprowadzić do pożaru. Śledczy analizują także nagrania z okolicznych kamer, aby ustalić wygląd potencjalnego sprawcy. Minister zdradził, że w pobliżu zakładu znaleziono kilka istotnych przedmiotów, które mogą stanowić kluczowe poszlaki. Nie potwierdził jednak doniesień o plecaku, zaznaczając, że nie będzie udzielał takich informacji.
Czy to akt dywersji? Minister zabiera głos
Marcin Kierwiński, pytany przez Magdę Sakowską, czy zarejestrowana osoba była zamaskowana, odpowiedział twierdząco. Podkreślił, że znalezione materiały mogą wskazywać na akt dywersji i pomóc śledczym w dotarciu do prawdy. „Rzeczywiście są takie materiały, które mogą wskazywać na to, że mieliśmy do czynienia i z aktem dywersji” – mówił minister.
Szef MSWiA zaapelował do przedsiębiorców produkujących na rzecz wojska o wzmocnienie ochrony. „Tego typu akcji sabotażowych, dywersyjnych, jeżeli to się potwierdzi, może być znacznie więcej” – ostrzegł. Wezwał też Polaków do czujności i zgłaszania służbom wszelkich niepokojących sytuacji.
System ostrzegania: nowa aplikacja dla Polaków
W rozmowie poruszono także temat gotowości państwa do ostrzegania obywateli przed zagrożeniami. Kierwiński zapowiedział, że do końca roku powstanie specjalna aplikacja, która będzie uzupełnieniem alertów RCB rozsyłanych SMS-ami. „Każdy z nas będzie mógł pobrać na swój telefon aplikację, która będzie rodzajem alertu” – wyjaśnił.
Minister zapewnił, że aplikacja będzie działać nawet bez dostępu do internetu, ale wymaga to przygotowania infrastruktury po stronie operatorów komórkowych. „To potrwa kilka miesięcy” – przyznał.
Krytyka poprzedników i budowa systemu od nowa
Kierwiński odniósł się również do zaniedbań z przeszłości. „Po naszych poprzednikach zastaliśmy spaloną ziemię. Wykreślono z polskiego prawodawstwa ochronę ludności i obronę cywilną” – mówił, wskazując na polityków PiS. „My teraz odtwarzamy ten system. Z każdego dnia jesteśmy lepiej przygotowani, ale to zadanie na wiele lat” – dodał.
Przypomniał też incydent z lipca, gdy w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt, który okazał się rosyjskim pociskiem manewrującym Ch-101. Pocisk uderzył w pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie, a mieszkańcy nie otrzymali żadnych alertów RCB. W sierpniu z kolei część mieszkańców województwa lubelskiego dostała jedynie wiadomość o końcu zagrożenia, co wzbudziło krytykę.
Minister zapewnił, że rząd wyciąga wnioski i pracuje nad skutecznym systemem ostrzegania, który w przyszłości ochroni Polaków przed skutkami potencjalnych ataków.