Vogule Fest w Warszawie: Mandaryna zamieniła największą traumę w triumf
Pierwszy Vogule Fest przeszedł do historii. W sobotni wieczór w Warszawie twórcy satyrycznego kanału, Patryk Chilewicz i Madame, zaprosili publiczność do wspólnej zabawy, która okazała się hołdem dla polskiej popkultury w całej jej różnorodności. Największym bohaterem wieczoru została jednak Mandaryna, która na oczach tysięcy fanów dokonała czegoś niezwykłego: z największej muzycznej porażki uczyniła swój największy triumf.
Jak przebiegał pierwszy Vogule Fest?
Festiwal rozpoczął się od DJ-setu Patryka Chilewicza, który rozgrzał publiczność utworem „Wielka Dama Tańczy (Sama)”. Następnie na scenie pojawiły się Julia Jaroszewska, Sandra S oraz Iwona Węgrowska, a później za konsoletą stanął sam Madame. Prawdziwą królową wieczoru miała jednak zostać Mandaryna, którą osobiście zapowiedzieli gospodarze wydarzenia.
„Jak ja bardzo się cieszę, że to się dzieje. To zbierało się latami, jestem po prostu jakiś taki wzruszony” – mówił Madame.
Mandaryna: od sopockiej wpadki do warszawskiego tryumfu
Mandaryna rozpoczęła koncert od utworu „Good Dog Bad Dog”, witając publiczność słowami: „Siema, Kochani! Mam nadzieję, że się dzisiaj ze mną naprawdę pobawicie!”. Jednak wszyscy czekali na jeden konkretny moment – na „Ev'ry Night”. Ta piosenka przez lata funkcjonowała jako internetowy symbol wpadki artystki podczas występu w Sopocie w 2005 roku. Nagranie stało się jednym z tych fragmentów polskiej popkultury, które żyją własnym życiem, a samo „Ev'ry Night” przestało być piosenką, stając się memem i synonimem obciachu.
Artystka podeszła do tematu z odwagą i klasą. Po wykonaniu utworu sama odniosła się do całej historii.
„To niewiarygodnie miłe, jak pięknie ta piosenka zakręciła kółko i jak z największej traumy zmieniło się w to, że właściwie na koncercie mogłabym tylko sześć razy zaśpiewać tę piosenkę. Mało tego – wcale nie musiałabym tego robić, bo wy też to znacie” – powiedziała ze sceny.
Co jeszcze zagrała Mandaryna podczas Vogule Fest?
W setliście znalazły się również takie utwory jak „You Give Love a Bad Name” czy „Lecę”. Przed wykonaniem tej drugiej piosenki artystka nawiązała do swojego drugiego miejsca w Sopocie oraz udziału w 19. edycji „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”, mówiąc: „Trzymam za was kciuki, a wy trzymajcie za mnie. Pamiętajcie, jestem numer 2”. Publiczność odpowiedziała śmiechem i brawami.
Nie zabrakło też klasyków polskiej muzyki. Mandaryna wykonała „Windą do nieba” zespołu 2+1 oraz „Bo z dziewczynami”, którego oryginalna wersja Jerzego Połomskiego pochodzi z 1973 roku. Pod koniec koncertu artystka zaprosiła na scenę chętnych, w tym dwie drag queen, które zatańczyły z nią do utworu „Esta Noche”. Finał należał do „Here I Go Again” – piosenki, od której wszystko się zaczęło. Na bis publiczność ponownie usłyszała „Ev'ry Night”, ale tym razem nie było już żadnej traumy, tylko wspólna zabawa.
Druga część festiwalu: „Turnus mija, a ja niczyja” w Progresji
O godzinie 21 publiczność przeniosła się do klubu Progresja, gdzie rozpoczęła się klubowa część wydarzenia. Za konsoletą ponownie stanęli chłopaki z Vogule. Z głośników płynęła muzyka od Madonny, przez Krzysztofa Krawczyka i Kasię Cerekwicką, aż po O-Zone. To pozornie przypadkowe zestawienie doskonale oddawało ideę całego wydarzenia.
Muzyka dawała publiczności wentyl bezpieczeństwa. Można było śpiewać swoje największe guilty pleasures, nie trzeba było się z tego tłumaczyć. W Progresji siara przestała być siarą. Za tym wszystkim stał prosty przekaz twórców Vogule: żeby mieć otwarte głowy, wrażliwość i tolerancję na innych.
Dlaczego występ Mandaryny zapamiętamy na długo?
Występ Mandaryny podczas Vogule Fest to opowieść o sile charakteru i umiejętności podnoszenia się po porażce. Artystka pokazała, że z największej muzycznej traumy można zrobić największy przebój. Wyszła na scenę i udowodniła, że nie ucieka już przed własną przeszłością. To lekcja pokory i odwagi, która powinna być przykładem dla młodego pokolenia. W czasach, gdy kultura masowa często promuje powierzchowność, Mandaryna pokazała, że prawdziwa siła tkwi w autentyczności i wierności sobie.