Rosja upokorzona. Po raz pierwszy w historii kupuje benzynę od Turcji, której ją sprzedawała
Marek Wojciechowski
Kreml został zmuszony do historycznego kroku. Rosja, która przez lata zaopatrywała Turcję w ropę i benzynę, teraz sama musi kupować paliwo od Ankary. To efekt katastrofalnego zarządzania gospodarką i skutecznych ataków ukraińskich dronów na rosyjskie rafinerie.
Dlaczego Rosja kupuje benzynę od Turcji?
Jak donosi dziennik „Kommiersant”, pierwszy tankowiec z turecką benzyną o pojemności do 50 tysięcy ton przybędzie do jednego z bałtyckich portów Rosji do końca sierpnia. Paliwo przewozi tankowiec Wendrix, który znajduje się na listach sankcyjnych Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Statek załadował się w tureckim porcie Mersin.
To już piąta dostawa importowanej benzyny od lipca. Na początku sierpnia do Murmańska przypłynął pierwszy tankowiec z benzyną z Indii, wysłany przez rafinerię Vadinar, należącą w połowie do Rosnieftu. Rosja kupiła również benzynę w Maroku, choć jej prawdziwe pochodzenie pozostaje nieznane, ponieważ jedyna rafineria w tym kraju została zamknięta w 2015 roku.
Rosyjska gospodarka na skraju załamania
Krajowa produkcja benzyny pokrywa obecnie jedynie 65-75 procent zużycia, jak szacuje Dmitrij Prokofjew, dyrektor ds. komunikacji zewnętrznej w NEFT Research. Wielkość przerobu ropy w Rosji utrzymuje się na poziomie bliskim najniższemu od dwóch dekad i odbiega od normy sezonowej o jedną trzecią, czyli o około 4 miliony baryłek dziennie.
Nowa fala niedoboru paliwa dotknęła już co najmniej 14 obwodów w Rosji, w tym Moskwę, gdzie ponownie zaczęły tworzyć się wielogodzinne kolejki przed stacjami benzynowymi. Duże koncerny naftowe wprowadziły limity na wydawanie paliwa. Oficjalne ograniczenia sprzedaży benzyny wprowadzono w obwodach lipieckim, kałuskim, orenburskim, leningradzkim i samarskim, a także w Kraju Zabajkalskim.
Ataki ukraińskich dronów paraliżują rosyjskie rafinerie
Od początku sierpnia co najmniej pięć rosyjskich rafinerii wstrzymało produkcję paliwa z powodu ataków ukraińskich dronów. We wrześniu koncerny naftowe nie będą w stanie zniwelować deficytu dzięki własnej produkcji. Jak informują branżowe źródła „Kommiersanta”, w optymistycznym scenariuszu produkcja paliwa wzrośnie o 10-15 procent. Obecne wolumeny importu też nie zapełnią tej luki, twierdzi Prokofjew z NEFT Research.
Rosja uzależniona od importu paliw
Wcześniej źródła agencji Reutera podawały, że w sierpniu Rosja zwiększy zakupy paliwa importowanego do 270 tysięcy ton. Około jednej trzeciej tej ilości zapewnią Indie, które kupują rosyjską ropę z rabatem. Pozostała część dostaw to produkty naftowe, które były przeładowywane z tankowca na tankowiec u wybrzeży Korei Południowej i Malezji.
Według danych serwisu GdeBenz, 16 sierpnia ponad 70 procent rosyjskich stacji paliw nie miało na stanie benzyny ani oleju napędowego, przy czym w ciągu tygodnia odsetek ten wzrósł o 13 punktów procentowych.
To upokarzająca sytuacja dla kraju, który przez dekady szczycił się swoim bogactwem naturalnym i pozycją energetycznego mocarstwa. Dzisiaj Rosja musi żebrać o paliwo u swoich dawnych klientów, a jej gospodarka pogrąża się w chaosie wywołanym nieudolnymi rządami i agresywną polityką zagraniczną.
Co to oznacza dla Polski i Europy?
Osłabienie Rosji to szansa dla Polski i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Upadek rosyjskiego przemysłu naftowego pokazuje, że sankcje i determinacja Ukrainy w obronie swojej suwerenności przynoszą wymierne efekty. Polska, uniezależniając się od rosyjskich surowców, zyskała bezpieczeństwo energetyczne, którego Moskwa sama sobie zapewnić nie potrafi.
Kreml, który przez lata szantażował Europę dostawami gazu i ropy, dzisiaj sam stoi w kolejkach po benzynę. To lekcja dla wszystkich, którzy wierzyli w rosyjską potęgę gospodarczą. Imperium z gliny kruszy się na naszych oczach.