Kosiniak-Kamysz stanowczy: Z Banderą do UE nie wejdą
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz stanowczo oświadczył, że Ukraina nie wejdzie do Unii Europejskiej, dopóki jej panteon narodowy będą stanowić postaci odpowiedzialne za ludobójstwo na Polakach. Szef Ministerstwa Obrony Narodowej przypomniał prezydentowi Włodzimierzowi Zełenskiemu, że akcesja do Wspólnoty wymaga poszanowania prawdy historycznej i solidarności z sojusznikami. Polityk odrzucił też presję ze strony Berlina i Paryża, podkreślając, że Polska nie zgodzi się na przyjęcie Kijowa do UE z nierozliczoną przeszłością.
Jakie warunki musi spełnić Ukraina przed wejściem do UE?
W wystąpieniu w Polsat News szef MON przypomniał fundamenty europejskiej integracji. Zaznaczył, że państwa przystępujące do Unii Europejskiej nie mogą budować swojej tożsamości narodowej ani polityki pamięci na osobach i systemach, które sialy kłamstwo i budziły ból u partnerów. Kosiniak-Kamysz wskazał, że Francja, Włochy czy Chorwacja musiały się z tym rozliczyć, a Kijów nie może być od tego zwolniony. Chodzi o twarde wymogi negocjacyjne, w tym kluczowe obszary antykorupcyjne i historyczne. Wicepremier zasugerował, że w samym Kijowie brakuje dziś dawnej determinacji do pełnej integracji, ponieważ władze próbują ominąć unijne wymogi formalne.
Dlaczego kult Bandery blokuje integrację Kijowa z Europą?
Wicepremier odpowiedział wprost na pytanie o obecność Stepana Bandery w ukraińskim panteonie. Zreinterpretował niedawne słowa prezydenta Zełenskiego, który podczas święta narodowego Ukrainy deklarował, że nikt nie będzie Kijowowi mówił, jak ma głosować. Kosiniak-Kamysz ripostował, że tak samo nikt nie powie Polsce, jak ma głosować za wejściem konkretnego państwa do Unii Europejskiej. Polityk wyraźnie dał do zrozumienia, że gloryfikacja zbrodniarzy odpowiedzialnych za rzeź wołyńską jest barierą nie do przejścia.
Odrzucił przy tym argumenty o rzekomej presji ze strony Niemiec i Francji, by Polska ugięła kark i zgodziła się na ukraińską akcesję. Zaznaczył krótko, że w takich sprawach nikt nas już nie przyciśnie.
Co stało się z umową na polskie MiGi za ukraińskie drony?
Szef resortu obrony ujawnił kulisy niedoszłego porozumienia zbrojeniowego. Rząd w Warszawie zaproponował Kijowowi partnerską wymianę myśliwców MiG za ukraińskie drony. Strona ukraińska początkowo przyjęła propozycję, lecz jej nie zrealizowała.
Nie ma MiGów dla Ukrainy, bo nie ma dronów czy zdolności dronów.
Minister podkreślił, że skoro państwo prowadzące wojnę sprzedaje swój sprzęt wojskowy na Bliski Wschód, powinno wykazać się gotowością do podzielenia się technologią z sojusznikiem, który dostarcza mu sprzęt wojskowy. Zamiast tego Kijów unika dzielenia się know-how, oczekując jedynie bezinteresownej pomocy. Jak zaznaczył wicepremier, obecny rząd, w przeciwieństwie do poprzedniej ekipy, oczekuje zasady prawdziwej solidarności, a nie tylko pustych deklaracji.
Czy Zełenski niszczy relacje z Polską dla wewnętrznego poparcia?
Kosiniak-Kamysz wyraził głębokie rozczarowanie obecną narracją Kijowa. Zwrócił uwagę, że bez polskiej pomocy, otwarcia lotniska w Jasionce od drugiego dnia wojny i przyjęcia milionów uchodźców, Ukraina by nie przetrwała. Tymczasem prezydent Zełenski zdaje się grać wyłącznie na wewnętrznym rynku politycznym, szukając zysków w budowaniu sztucznego napięcia z Polską.
Szef MON ocenił to jako tragizm obecnej sytuacji. Zyski polityczne Zełenskiego to strata dla obu państw. Jak zaznaczył minister, nie wolno robić polityki, która sprawia ból tym, którzy pomogli w najtrudniejszych czasach. Budowanie własnej popularności na cierpieniu narodu, który okazał bratnią pomoc, to droga donikąd.
Czy Ukraina może dołączyć do UE bez rozliczenia historii?
Nie. Jak stanowczo podkreślił Władysław Kosiniak-Kamysz, Unia Europejska wymaga od państw kandydujących budowania polityki pamięci na prawdzie. Kult postaci odpowiedzialnych za zbrodnie na sąsiadach zamyka Kijowowi drogę do Wspólnoty.
Czy Polska ugnie się pod presją Niemiec i Francji w sprawie Ukrainy?
Wicepremier dał jasny sygnał, że Warszawa nie ulegnie naciskom z Berlina i Paryża. Polska jako suwerenne państwo sama zdecyduje o swoim głosie w sprawie rozszerzenia UE i nie zgodzi się na przyjęcie państwa, które lekceważy polską rację stanu.