Jeszcze kilka lat temu nad polskim przemysłem stoczniowym ciążyło widmo porażki. Okręt ORP Ślązak, budowany przez 18 lat jako korweta Gawron, wszedł do służby jedynie jako okręt patrolowy bez rakiet i systemów obrony. Zyskał wtedy złośliwy przydomek „najdroższej motorówki świata”. Dziś, patrząc na realizowane projekty, można śmiało powiedzieć: zła passa została przełamana.
Jak polskie stocznie odzyskały wiarygodność?
Przełomem okazała się seria niszczycieli min typu Kormoran, budowanych w Remontowa Shipbuilding. Pierwszy z nich, ORP Kormoran, wszedł do służby w 2017 roku. Kolejne jednostki – Albatros, Mewa, Jaskółka, Rybitwa i Czajka – systematycznie zasilają polską flotę. To w pełni polski produkt: projekt opracowało Remontowa Marine Design&Consulting, a budowę zrealizowały krajowe stocznie. Jak podkreślają eksperci, po sabotażach infrastruktury na Bałtyku i zagrożeniach ze strony Iranu, okręty przeciwminowe stały się niezbędne.
Delfin, Ratownik, Miecznik – nowe programy Marynarki Wojennej
Polska Marynarka Wojenna nie poprzestaje na Kormoranach. W ramach projektu Delfin powstają dwa okręty rozpoznania radioelektronicznego. Głównym wykonawcą jest szwedzki Saab Kockums, ale podwykonawcą – polska Remontowa Shipbuilding. W lipcu ubiegłego roku zwodowano pierwszy okręt, nazwany imieniem Jerzego Różyckiego, a w styczniu tego roku drugi – Henryk Zygalski. Zastąpią one wysłużone jednostki ORP Nawigator i ORP Hydrograf, zbudowane jeszcze w latach 70. w Gdańsku.
W PGZ Stoczni Wojennej w Gdyni powstają z kolei trzy fregaty w ramach programu Miecznik. To wielozadaniowe jednostki wyposażone w nowoczesne systemy radiolokacyjne, artyleryjskie i rakietowe. Koszt przedsięwzięcia to około 14,8 miliarda złotych. Pierwszy okręt, Wicher, został ochrzczony i zwodowany 12 sierpnia. Kolejne to Burza i Huragan. Do budowy włączono także inne zakłady, w tym gdyńską stocznię CRIST oraz Stocznię Remontową Nauta.
Nie można zapomnieć o programie Ratownik. W maju tego roku Stocznia Szczecińska Wulkan podpisała umowę na wykonanie bloku dziobowego okrętu ratowniczego. Jednostka o długości 96 metrów i wyporności około 6000 ton ma wejść do służby w 2029 roku. Jej wartość to 1 miliard złotych.
Orka – okręty podwodne ze Szwecji. Czy to dobry wybór?
Polska Marynarka Wojenna czeka także na okręty podwodne w ramach programu Orka. Umowę podpisano 29 czerwca tego roku ze szwedzkim koncernem Saab Kockums. Przewiduje ona dostawę trzech okrętów A26 Blekinge. Pierwszy ma trafić do służby do 2030 roku. Zanim to nastąpi, Szwecja użyczy Polsce używanego okrętu jako rozwiązanie pomostowe po wycofaniu ORP Orzeł. Wartość całego programu może wynieść około 20 miliardów złotych.
Wielu zadaje sobie pytanie: dlaczego polskie stocznie nie budują tych okrętów? Odpowiedź jest prosta – brakuje im doświadczenia w budowie nowoczesnych jednostek podwodnych. Jednak w ramach umowy podpisano także porozumienie Ratownik, które przewiduje zakup przez Szwecję budowanego w Polsce okrętu ratowniczego. To dowód, że współpraca może być obopólnie korzystna.
Polskie stocznie – symbol odrodzenia narodowego
Dziś polskie stocznie nie tylko budują dla Marynarki Wojennej, ale także udowadniają, że potrafią realizować skomplikowane projekty. Od holowników typu B860, przez niszczyciele min, aż po fregaty i okręty ratownicze. To dowód, że polski przemysł stoczniowy wraca na właściwe tory. I choć jeszcze niedawno mówiło się o nim z przekąsem, dziś budzi dumę i nadzieję na przyszłość.