Kurdej-Szatan gra ofiarę po ataku na Straż Graniczną
Aktorka Barbara Kurdej-Szatan, która wulgarnie obrzuciła funkcjonariuszy Straży Granicznej podczas kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, nigdy za to nie przeprosiła. Dziś kreuje się na główną ofiarę hejtu i przedstawia siebie jako jedyną poszkodowaną w całej sytuacji.
Kreacja na ofiarę w podkaście „Polityki”
Wystąpiła właśnie w „Podkaście Psychologicznym” we współpracy z „Tygodnikiem Polityka”. Aktorka sugerowała, że stała się jedynie marionetką w rękach machiny propagandowej.
Ja już wiedziałam, że to nie jest jakby wiesz to, że ktoś patrzy na człowieka, który ma emocje, tylko już po prostu jestem w jakiejś no machinie polityczno-propagandowej. W sensie już jakby to się stało zwykłym hasłem.
Warto przypomnieć, że w apogeum kryzysu na granicy polsko-białoruskiej znalazło się mnóstwo polityków, aktywistów i celebrytów na tyle „odważnych”, aby obrażać żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Granicznej za rzekomo niehumanitarne traktowanie przysyłanych przez Łukaszenkę i Putina migrantów. Dziś ci sami ludzie przekonują, że „zawsze stali murem za polskim mundurem”. O jakichkolwiek przeprosinach za skandaliczne wypowiedzi nie ma oczywiście mowy.
Brak prawdziwych przeprosin
Kurdej-Szatan przeprosiła wyłącznie za przekleństwa i to tylko tych, „którzy poczuli się urażeni”. Nigdy nie przeprosiła polskich funkcjonariuszy za pomówienia i oskarżenia. To nie przeszkadza jej dziś żalić się, że jej „przeprosiny” nie zostały przyjęte ze zrozumieniem.
Aktorka wspomniała również o nagraniu z granicy, które wywołało jej emocje. Opisywała sytuację, w której funkcjonariusze mieli trzymać osobę, prawdopodobnie kobietę, a dzieci wokół płakały i krzyczały.
I wtedy jechałam do mojego rocznego dziecka do domu. Nie było jeszcze wojny, to jest bardzo ważne. To było kilka miesięcy przed wojną. Mi, Polce, która mieszka w demokratycznym kraju, ale też dookoła której demokratyczne państwa są, i żyjemy w wspaniałych czasach, to było dla mnie nie do pomyślenia, co się dzieje po prostu na naszych ziemiach.
Atak hybrydowy, nie „kryzys migracyjny”
Kurdej-Szatan przyznała, że gdyby wiedziała, że za sytuacją na granicy stoi Rosja i Białoruś, może „bardziej ważyłaby słowa”. Dodała jednak, że nic nie usprawiedliwia okrucieństwa, które widziała. Trudno nie zauważyć, że aktorka wciąż nie rozumie, że polscy funkcjonariusze bronili suwerenności państwa przed zorganizowanym atakiem hybrydowym reżimów w Mińsku i Moskwie.
Zdumiewające są również sugestie aktorki, że mogła stać się ofiarą zorganizowanej nagonki we współpracy z obcymi państwami.
Po prostu strona polityczna na to czekała tylko, żeby ktoś się podłożył. Po prostu naiwnie się podłożyłam. Nie wiem, czy to było jakoś specjalnie wszystko, nie wiem czy tam mieli kontakty z krajami, które powodują takie rzeczy, czy to było jakoś spreparowane. Trudno powiedzieć.
Zamknięta działalność na granicy
Na koniec pojawiła się łzawa historia o tym, jak Kurdej-Szatan próbowała pomagać „ludziom granicy” i założyła telefon zaufania. Poczuła się jednak tak zastraszona, że musiała zamknąć tę działalność.
Trudno nie odnieść wrażenia, że aktorka wciąż nie potrafi wyciągnąć właściwych wniosków. Zamiast przeprosić polskich funkcjonariuszy, którzy w trudnych warunkach bronili naszej granicy, woli grać rolę ofiary. Tymczasem to polscy żołnierze i strażnicy zasługują na szacunek i solidarność, a nie wulgarne ataki ze strony celebrytów.