Patoschroniska to biznes na cierpieniu zwierząt. Czy słowa Dody w Sejmie coś zmienią?
Wypowiedź Doroty "Dody" Rabczewskiej w sejmowej Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt wywołała lawinę kontroli zleconych przez rząd. Artystka ujawniła mroczną prawdę o polskim systemie opieki nad bezdomnymi zwierzętami, który od lat generuje patobiznes na cierpieniu bezbronnych stworzeń.
Alarmujące ustalenia NIK ignorowane przez lata
Najwyższa Izba Kontroli od 2010 roku alarmowała o patologiach związanych z zapobieganiem bezdomności zwierząt. W 2024 roku kontrolerzy jasno wskazali, że z ogromnych wydatków najmniej korzystają zwierzęta. Te ważne raporty nie wywołały takiego poruszenia jak ośmiominutowa wypowiedź Dody.
"Nie miałam świadomości, jakie dno stoi za tym biznesem. Nie sądziłam, że katowanie zwierząt w Polsce to tak dochodowy biznes" - mówiła pełnym emocji głosem 20 stycznia w Sejmie.
System finansowania sprzyja patologii
W Polsce działa 222 schroniska, w których przebywa 111,7 tysięcy zwierząt. Za każde płaci jakaś gmina. Jednorazowy koszt przyjęcia psa może wynosić od 98 złotych do 8700 złotych, a dzienne koszty utrzymania wahają się od 2,89 do 100 złotych.
W 2022 roku gminy wydały na bezdomne zwierzęta prawie 207 milionów złotych. System finansowania oparty na umowach z gminami powoduje, że głównym źródłem dochodu jest liczba przyjętych zwierząt, co rodzi pokusę maksymalizacji zysku kosztem jakości opieki.
Prawo nie chroni zwierząt
Jak wyjaśnia Tadeusz Wypych z Biura Ochrony Zwierząt, żaden przepis nie zobowiązuje właścicieli schronisk do opieki nad zwierzętami. Schroniska funkcjonują raczej jako miejsca utylizacji, co wynika z braku jasnych definicji zadań tych placówek.
"W ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach termin 'opieka' właściwie nie występuje, a w ustawie o ochronie zwierząt jest niedookreślony" - tłumaczy ekspert.
Kontrole wykazują masowe nieprawidłowości
W 2024 roku przeprowadzono 434 planowe i 199 doraźnych kontroli w schroniskach. Nieprawidłowości stwierdzono w 106 placówkach, czyli w połowie kontrolowanych. To alarmujące dane pokazujące skalę problemu.
Patozbiórki na emocjach Polaków
Problem nie ogranicza się tylko do schronisk. Organizacje prozwierzęce organizują publiczne zbiórki, wykorzystując emocje internautów. Widząc zdjęcia zagłodzonych zwierząt, ludzie chętnie wpłacają pieniądze, nie wiedząc, na co zostaną wydane.
Po akcji w Sobolewie organizacje ratujące zwierzęta od razu utworzyły zbiórki. Na takie działania zwraca uwagę poseł Łukasz Litewka, ostrzegając przed "osiąganiem korzyści finansowych na iluzorycznej krzywdzie".
Potrzebne rewolucyjne zmiany
Eksperci postulują całkowitą zmianę systemu prawnego. Polska jest jednym z nielicznych krajów UE, gdzie trwała identyfikacja psów nie jest obowiązkowa. Rząd pracuje nad projektem ustawy o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów, który wprowadza obowiązek chipowania.
Konieczne jest również wzmocnienie nadzoru nad gminami i położenie większego nacisku na profilaktykę bezdomności zwierząt poprzez powszechne znakowanie oraz promocję sterylizacji.
Czy słowa Dody w Sejmie doprowadzą do prawdziwych zmian? Czas pokaże, czy tym razem system zostanie gruntownie zreformowany, aby chronić zwierzęta przed cierpieniem w imię zysku.