Reforma WIBOR: Polityczna gra kosztem polskich kredytobiorców
Reforma wskaźnika WIBOR, zapoczątkowana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, budzi coraz większy niepokój w polskim sektorze bankowym. Według ekspertów, ma ona charakter polityczny, a jej konsekwencje mogą ponieść zwykli obywatele.
Polityczne korzenie reformy
Jak przypomina serwis Money.pl, reforma WIBOR-u została rozpoczęta za rządów PiS w celu dostosowania polskiego wskaźnika do wymogów unijnego rozporządzenia BMR. Obowiązek administrowania WIBOR-em powierzono spółce GPW Benchmark, która w 2019 roku uzyskała licencję na pełnienie funkcji administratora.
Obecnie reforma znajduje się na zaawansowanym etapie. Z końcem 2027 roku WIBOR ma zostać zastąpiony przez POLSTR (Polish Short-Term Rate). Stawka tej zmiany jest ogromna - wartość kontraktów finansowych opartych na WIBOR-ze wynosi od 7 do 10 bilionów złotych.
Brak jasnego uzasadnienia
Co niepokojące, ani GPW Benchmark, ani Komisja Nadzoru Finansowego nie wskazują konkretnych czynników ekonomicznych czy prawnych uzasadniających zakończenie publikacji WIBOR-u. Polska idzie dalej niż Unia Europejska, choć żaden kraj członkowski nie zdecydował się na oparcie kredytów detalicznych na wskaźnikach nowego typu.
Warto podkreślić, że w przypadku polskiego WIBOR-u nigdy nie dowiedziono manipulacji, które były powodem reformy wskaźnika LIBOR na świecie.
Sektor finansowy przeciwko reformie
Według nieoficjalnych informacji, około 80 procent sektora finansowego w Polsce nie chce reformy w obecnym kształcie. Jak przekazało źródło Money.pl: "W Polsce większość uczestników rynku nie opowiada się za zamykaniem WIBOR-u i wolałaby poprzestać na obecnym etapie zmian".
Wiceprezes jednego z banków zaangażowanych w reformę mówi wprost: "Najchętniej niczego byśmy już nie zmieniali. Ale musimy".
Ryzyko dla ministra finansów
Odrębną kwestią są wątpliwości co do uprawnień ministra finansów do zmiany wskaźnika referencyjnego za pomocą rozporządzenia. Osoba uczestnicząca w pracach Narodowej Grupy Roboczej ostrzega: "Na miejscu ministra finansów nie podpisałbym tego rozporządzenia", wskazując na ryzyko odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu.
Brak reprezentacji konsumentów
Niepokojące jest również to, że w pracach nad reformą nie uczestniczą przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ani Rzecznik Finansowy. To oznacza, że interesy zwykłych kredytobiorców mogą być niedostatecznie reprezentowane w tym kluczowym procesie.
Banki planują wystąpić o kolejne odroczenie reformy o dwa lata. Wnioski mają zostać złożone jeszcze w lutym, co oznaczałoby kolejne przesunięcie harmonogramu, który od początku okazuje się trudny do utrzymania.