Żołnierze KOP, którzy po raz pierwszy zobaczyli morze
W maju 1939 roku blisko 500 żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza wyruszyło z odległych Kresów na drugi koniec Polski. Wielu z nich nigdy wcześniej nie widziało morza. Kilka miesięcy później, już jako żołnierze batalionu KOP „Hel”, stanęli do obrony polskiego Wybrzeża. Ich droga ze wschodniej granicy II Rzeczypospolitej na Półwysep Helski stała się jednym z mniej znanych, a niezwykle ciekawych epizodów kampanii 1939 roku.
Był 13 maja 1939 roku. Z jednostki Korpusu Ochrony Pogranicza, stacjonującej na dalekich rubieżach II Rzeczypospolitej, wydzielono trzy kompanie dobrze wyszkolonego i zaopatrzonego wojska. Utworzono z nich batalion, który miał wesprzeć obronę Wybrzeża. Dowództwo objął major Jan Wiśniewski.
Skąd wziął się Korpus Ochrony Pogranicza?
Wynikiem wojny polsko-bolszewickiej był zawarty w 1921 roku tzw. pokój ryski. Na jego mocy ustalono przebieg granicy pomiędzy Polską a powstałym w następnym roku Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR). Niestety, komunistyczna Rosja niemal przez całe dwudziestolecie międzywojenne prowadziła wrogą wobec naszej Ojczyzny politykę zagraniczną. Jednocześnie wspierała działalność bandycką i sabotażową na naszej wschodniej granicy.
W 1934 roku obydwa rządy podpisały układ o nieagresji, który miał obowiązywać aż do 1945 roku. Odwilż we wzajemnych stosunkach była jednak krótkotrwała. Symbolem stała się wizyta radzieckiego okrętu w Gdyni.
Radziecki superpancernik w Gdyni
Na granicy dochodziło do licznych aktów napaści. Komunistyczne bandy napadały na pociągi, strażników granicznych, banki, a nawet dosłownie porywały ludzi. W 1924 roku doszło do zajęcia przez komunistyczną bandę dywersyjną całej miejscowości Stołpce.
Ochrona granicy ze strony polskiej była mało skuteczna. Powołano do tego początkowo bataliony celne i graniczne, następnie przeorganizowano wojska ochrony granic w Straż Graniczną. Jednak i to okazało się nieskuteczne. Próbowano także wykorzystać policję, ale brak wzajemnej koordynacji działań służb wojskowych i policyjnych był dobrze widoczny.
Okoliczna ludność województw granicznych z ZSRR była różnie nastawiona wobec Polski. Warto podkreślić, że były to biedne regiony. Samo Polesie stanowiło rozległe mokradła i bagna, idealny teren do przemytu towarów i ludzi do Polski, a tym bardziej do działalności sabotażowej ze strony radzieckiej.
Odrodzona po 123 latach zaborów Polska miała do rozwiązania wiele problemów natury gospodarczej, społecznej i wojskowej. Temat skutecznej ochrony granicy z ZSRR (a także z Litwą) postanowiono rozwiązać kompleksowo. W połowie września 1924 roku specjalną ustawą rządową utworzono osobną, specjalistyczną formację przeznaczoną do ochrony granicy wschodniej. Nadano jej nazwę Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP).
Czym był Korpus Ochrony Pogranicza?
KOP podlegał Ministerstwu Spraw Wewnętrznych. Zorganizowany został na wzór wojskowy, posiadał specyficzne umundurowanie, różne od policyjnego czy wojskowego, i był dość dobrze wyposażony. Utworzono także osobny dywizjon Żandarmerii dla tej formacji. Dodatkowo KOP miał własny wywiad i kontrwywiad na granicy.
Formacja została powołana z inicjatywy ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych, gen. Władysława Sikorskiego. Liczyła około 40 tysięcy żołnierzy i pracowników. Do formacji przyjmowano jedynie obywateli polskich, unikano wcielania przedstawicieli mniejszości narodowościowych. Kryteriami były przede wszystkim odpowiedni stan zdrowia, niekaralność i postawa patriotyczna.
Jak wyglądała służba na granicy?
Służba na granicy była ciężka. Licząca setki kilometrów rubież wschodnia RP zaczynała się od granicy z Litwą (stosunków dyplomatycznych nie utrzymywano aż do 1938 roku!), przechodząc następnie do granicy z ZSRR, aż do południowej części. Podstawą było wyszkolenie do jazdy konnej. Każda jednostka KOP miała przydzielony odcinek granicy, definiowany numeracją polskich słupów granicznych od nr X do nr Y. Z uwagi na to, że większość granicy stanowiły tereny leśne i podmokłe, korzystanie z patroli konnych było konieczne. Drogi lokalne były bardzo marnej jakości lub nie było ich wcale.
Powołanie KOP dało wymierne korzyści. Działalność band z ZSRR została zdecydowanie spacyfikowana. Dodatkowo żołnierze rozwinęli działalność kulturalną i społeczną w miejscu służby. Zajmowali się m.in. pomocą sierotom (w ramach KOP utworzono nawet sierocińce), likwidacją analfabetyzmu wśród wcielonych żołnierzy służby zasadniczej oraz okolicznej ludności.
W 2020 roku na temat żandarmerii w KOP ukazała się ciekawa, bezpłatna książka, dostępna w formie elektronicznej. Bogactwo tej publikacji może przybliżyć realia służby w KOP.
Jak ZSRR potraktował żołnierzy KOP?
Skuteczne działania jednostki takiej jak KOP nie zostały zapomniane przez ZSRR. Po uderzeniu na Polskę 17 września 1939 roku jednostki NKWD szczególną uwagę zwróciły właśnie na KOP. Żołnierze i wywiadowcy byli zabijani na miejscu lub ich los kończył się w ramach masakry katyńskiej. Dlatego tak mało pozostawili wspomnień ze służby, a po wojnie bardzo mało z tych, którzy przeżyli, wróciło do ludowej Polski.
Droga na Hel i obrona Wybrzeża
Oddziały z batalionu KOP „Sienkiewicze” (nazwa od miejscowości, gdzie mieściło się dowództwo) transportem kolejowym, przez Pińsk, Brześć, Warszawę i Toruń, dotarły do Gdyni, a następnie aż do stacji PKP w Helu. Na początku liczyły prawie 500 żołnierzy. Większość z nich po raz pierwszy zobaczyła morze.
Wojsko przeformowano, tworząc z niego batalion KOP „Hel”. Celem było wzmocnienie sił Rejonu Umocnionego Hel, a szczególnie obsadzenie dopiero budowanego Ośrodka Oporu w Jastarni. Po uzupełnieniu jednostki rezerwistami, przydzieleniu do niej dwóch baterii armat 75 mm oraz plutonu Straży Granicznej liczyła ona niemal 1200 żołnierzy.
Batalion okazał się znaczącym wzmocnieniem obrony RU Hel. Jego żołnierze aktywne walki prowadzili aż do kapitulacji w dniu 2 października 1939 roku. Z uwagi na to, że schrony w rejonie Jastarni nie zostały zaatakowane aż do końca obrony, zachowały się w doskonałym stanie. Obecnie funkcjonuje tam Skansen Fortyfikacji II Rzeczypospolitej im. kontradmirała Włodzimierza Steyera. Fortyfikacje zostały odrestaurowane, odtworzono przeszkody przeciwpancerne i polowe. Teren uzupełniono o tablice informacyjne. W sezonie letnim w głównym schronie „Sabała” funkcjonuje ekspozycja historyczna.
Na szczęście dla obrońców, Niemcy nie mieli powodów, aby żołnierzy KOP traktować tak jak po kapitulacji potraktował ich ZSRR. Potraktowali ich po prostu jak jeńców wojennych. W większości ci, którzy przeżyli walki z 1939 roku, przeżyli także niewolę. Ku ich pamięci w samym centrum Helu znajduje się całkiem okazały obelisk.
A my, ludzie z Trójmiasta, bywając na Helu i przechodząc koło tego pomnika, możemy wspomnieć ludzi, którzy przejechali swojego czasu całą Polskę, aby nie tylko zobaczyć po raz pierwszy w życiu morze.