Zverev triumfuje w Paryżu. Nowy mistrz Roland Garros
Zakończyły się zmagania na paryskich kortach imienia Philippe'a Chatriera. Finał singla mężczyzn na Roland Garros 2026 dostarczył emocji, które przypominają prawdziwą batalię, a nie tylko sportowe widowisko. Alexander Zverev sięgnął po swoje premierowe wielkoszlemowe trofeum, pokonując Flavio Cobolliego w pięciosetowym pojedynku 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1.
Upadek faworytów i szansa dla innych
Dzisiejszy świat sportu to niekiedy labilne środowisko, w którym uznane gwiazdy szybko tracą pozycje na rzecz tych, którzy wykazują się większą determinacją. Jeszcze przed startem tegorocznej edycji turnieju stało się jasne, że nie zobaczymy powtórki z zeszłorocznego finału. Powodem był brak Carlosa Alcaraza, który wygrał dwie poprzednie edycje, ale tym razem musiał wycofać się ze zmagań. Hiszpan zabraknie również na Wimbledonie, a wróci najwcześniej podczas rywalizacji w Ameryce Północnej.
Murowanym kandydatem do tytułu w takiej sytuacji wydawał się Jannik Sinner. Włoch jednak zawiódł, notując problemy natury fizycznej już w meczu drugiej rundy. Z kolei dla Novaka Djokovicia otworzyła się szansa na zdobycie 25. wielkoszlemowego trofeum. Niestety dla Serba, 39-latek nie wykorzystał prowadzenia 2:0 w setach i przegrał z Joao Fonsecą. To właśnie w takich momentach na scenę wkraczają ci, którzy potrafią walczyć do końca.
Droga do finału
Głównym faworytem do zwycięstwa stał się Alexander Zverev. Niemiec bardzo pewnie dotarł do finału, znajdując się o krok od wymarzonego tytułu. Jego rywalem w decydującym starciu okazał się Flavio Cobolli. Włosi, mimo kłopotów Sinnera i kontuzji Lorenzo Musettiego, posiadali aż trzech reprezentantów w najlepszej ósemce turnieju. W półfinale Cobolli otrzymał walkowera od swojego rodaka, Matteo Arnaldiego, który złapał wirusa. Zapewniło mu to debiut w TOP 10 rankingu ATP oraz dodatkowy czas na odpoczynek przed finałem. Na papierze wyraźnym faworytem pozostawał Zverev, ale Niemiec potrafił już w przeszłości wypuścić trofeum z rąk na ostatniej prostej.
Pięciosetowa batalia
Mecz rozpoczął się od serwisu Cobolliego, który szybko wpadł w tarapaty. Po długim gemie i czwartym break poincie Zverev objął prowadzenie i szybko je potwierdził. W trzecim rozdaniu Włoch zdobył swoje jedyne oczko w tej partii, ponieważ końcówkę zdominował trzeci tenisista rankingu, wygrywając set 6:1.
Druga odsłona wyglądała zupełnie inaczej. Cobolli dotrzymywał kroku przeciwnikowi i w siódmym gemie po raz pierwszy dobrał się do podania Niemca. Zverev miał trzy piłki na 4:3, ale żadnej nie wykorzystał. W końcówce partii to Niemiec notował większe kłopoty przy serwisie. W międzyczasie kamery pokazały na trybunach Mirrę Andriejewą, która obserwowała zmagania w towarzystwie swojej matki. To piękny, rodzinny akcent w świecie wielkiego biznesu sportowego. Cobolli spokojnie utrzymał przewagę przełamania do końca seta, wygrywając 6:4.
Triumf woli i charakteru
W trzeciej fazie spotkania Włoch świetnie wybronił się w czwartym gemie, wychodząc ze stanu 15-40. Wygrał cztery piłki z rzędu i wyrównał na 2:2. Niestety, w dziesiątym rozdaniu Cobolli zaliczył zaskakujący moment słabości. Od wyniku 30-0 przegrał wszystkie wymiany, co sprawiło, że Zverev zapisał seta wynikiem 6:4 i znalazł się o jedną partię od tytułu.
Aleksander szybko wytracił swoje momentum. Na starcie czwartej odsłony notował zaskakujące podwójne błędy serwisowe, co zaowocowało przełamaniem na korzyść rywala. Zverev czekał na swoją szansę i w szóstym gemie odrobił straty. Nieoczekiwanie jednak, trzeci zawodnik rankingu nie poszedł za ciosem i Cobolli wrócił na prowadzenie z przewagą przełamania. W dziesiątym gemie Włoch nie zdał testu nerwowego. Dał się skontrować Zverevowi, który posłał kilka precyzyjnych piłek i doprowadził do wyniku 5:5.
Sascha zaczął mieć problemy z mięśniami, prawdopodobnie łapały go skurcze. Szybko dostał odpowiednią substancję od Marcelo Melo ze swojego boksu. O losach partii decydował tie-break. Alexander prowadził 3:1, ale nastąpił zwrot akcji. Przy stanie 6:4 pojawiły się setbole dla Flavio. Pierwszego zmarnował w spektakularny sposób przy siatce. Zaledwie kilkadziesiąt sekund później zrehabilitował się jednak atomowym forhendem wzdłuż linii, gwarantując sobie piątą partię wynikiem 7:6(5).
Na starcie decydującej odsłony panowie rozegrali kilka zaciętych gemów, ale wszystkie powędrowały na konto Zvereva. Niemiec obronił w tym czasie cztery break pointy. To był moment, w którym Cobolli zaczął uskarżać się na problemy ze zdrowiem, a fizjoterapeuta zajmował się jego łydką. Sascha wypracował sobie prowadzenie 4:0, co wyraźnie zbliżyło go do sukcesu. Ostatecznie Alexander triumfował 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1, przełamując rywala na samym końcu. Ten upragniony cel zrealizował dzięki twardej pracy i niezłomnej woli, które w sporcie zawsze powinny być najwyższą wartością.