Europa po raz kolejny pozwala się oszukać. Rosja zdyskwalifikowała się jako partner, a Pekin z miłą twarzą rozszerza wpływy na Starym Kontynencie, podczas gdy Unia Europejska wciąż przeprowadza audyty zamiast działać. Takie ostrzeżenie 17 października 2026 roku sformułowała dr Beata Górka-Winter z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.
Ekspertka od geopolityki, autorka książki „Rzecz o geopolityce”, uważa, że problem nie leży w tym, że politycy stali się bardziej cyniczni niż dwadzieściaścia lat temu. Zmieniły się jedynie narzędzia. Gra o podział świata toczy się od wieków, a Europa wciąż nie chce przyjąć do wiadomości jej reguł.
Stary świat, nowa gra
Klasyczni realiści, od Tukidydesa po Kissingera, nie widzieli w polityce międzynarodowej filmu o dobrych i złych. Widzieli tragedię, czyli wybór między racjami, z których obie bywają słuszne. Dr Górka-Winter zwraca uwagę, że wpływy dawnych metropolii nie zniknęły wraz z dekolonizacją. Do dziś widać je w afrykańskich i bliskowschodnich stolicach w postaci „doradców” i misji szkoleniowych.
Nowe jest coś innego: przy stole wielkich graczy zrobiło się ciaśniej. Rosja, jak mówi ekspertka, „sama się zdyskwalifikowała” i z państwa współtworzącego porządek stała się „państwem rozbójniczym”, które ten porządek rozmontowuje. Dlatego Waszyngton, mimo ceł i ostrej retoryki, coraz wyraźniej zmierza do porozumienia z Pekinem. Stany Zjednoczone nie są już tak silne jak kiedyś, a rola światowego żandarma, przyjęta po zimnej wojnie, kończy się dla nich brutalnie.
Miła twarz Pekinu
W takim świecie opowieść o dobru i złu sprzyja dezinformacji. Przemówienia Putina o powrocie do prawa międzynarodowego i roli ONZ budzą w Europie uśmiech politowania, ale słuchają ich także przywódcy globalnego Południa. Według rozmówczyni Mateusza Grzeszczaka z „Rzeczpospolitej” Chińczycy są w tej grze groźniejsi od Rosjan, bo bardziej wiarygodni. Nikogo otwarcie nie napadają. Manewry wokół Tajwanu, rozbudowę armii i cichą pomoc dla Rosji czy Iranu prowadzą tak, by móc się wszystkiego wyprzeć.
Na tle „brzydkiej twarzy” administracji Trumpa, skłóconej nawet z najbliższymi sojusznikami, chińska oferta, czyli czyste technologie, klimat i zniesione cła dla Afryki, łatwo się sprzedaje. Potwierdzają to niezależne analizy. Jak zauważa
