Oktoberfest oczami Polaka: „To święto pijaństwa i chaosu, nie dla rodzin”
Monachijski Oktoberfest, największy festiwal piwny świata, od lat przyciąga miliony turystów, ale nie każdy wraca z niego oczarowany. Michał Ćwieląg, polski youtuber mieszkający w Niemczech, twórca kanałów „Życie w Niemczech” i „Górska Adrenalina”, w rozmowie z portalem turystyka.wp.pl opisuje swoje doświadczenia z 2024 roku. Jego relacja daleka jest od sielankowych obrazków z folderów reklamowych. To opowieść o tłumie, drożyźnie i atmosferze, która z tradycyjną bawarską gościnnością ma niewiele wspólnego.
Festiwal pijaństwa, a nie rodzinnej zabawy
Ćwieląg nie owija w bawełnę: Oktoberfest to przede wszystkim wielkie, zakrojone na ogromną skalę święto alkoholu. – Nie oszukujmy się, Oktoberfest to święto pijaństwa. Wiele osób okupuje festiwalowe namioty od rana do zamknięcia, cały czas racząc się złotym trunkiem – relacjonuje. – Po południu w namiotach są tysiące mniej lub bardziej podchmielonych ludzi. Wskakują na stoły, nie jedna czy dwie osoby, ale całe ekipy i tańczą. Tłum jest niesamowity, piwo się rozlewa, powstaje naprawdę nieopisany chaos.
Polak przyznaje, że impreza robi ogromne wrażenie, ale niekoniecznie pozytywne. Docenia widowiskowość tysięcy ludzi w tradycyjnych bawarskich strojach i podziwia kelnerki noszące po kilkadziesiąt litrowych kufli, jednak to, co dzieje się na zapleczu festiwalu, potrafi zszokować.
Toalety na Oktoberfest: szok i niedowierzanie
Największym zaskoczeniem dla Ćwieląga był widok męskich toalet. – Festiwalowi goście naprawdę nie żałują sobie piwa, a skoro wypijają po kilka, kilkanaście litrów, to regularnie korzystają z toalety. Widok męskiego WC był dla mnie prawdziwym szokiem – opowiada. – Nie ma osobnych kabin, tylko wspólny pisuar w postaci 20-metrowej rynny, do której sika jednocześnie 100 facetów. Pływa w niej wszystko, śmieci, jakieś zagubione paski. Widziałem nawet klucze. Ten widok i zapach są mocno odległe od tego, co prezentują kolorowe obrazki na prospektach.
Walka o miejsce i ceny, które zwalają z nóg
Oktoberfest to także wielkie zawody, w których liczy się nie tylko ilość wypitego piwa, ale i zdobycie miejsca przy stoliku. – Żeby napić się piwa czy coś zjeść, nie wystarczy dostać się do namiotu, podejść do baru i zamówić. Obsługiwani są tylko goście siedzący przy stołach, a w każdym z 10 wielkich namiotów jest po kilka tysięcy miejsc – wyjaśnia. – Wiele osób ustawia się przy bramkach już kilka godzin przed otwarciem, by zająć miejsce dla siebie i przyjaciół. Wygląda to trochę jak polowanie na leżaki przy basenie na wakacjach all inclusive.
Różnica jest jednak zasadnicza: na Oktoberfest nic nie jest wliczone w cenę. – W tym roku cena za litrowy kufel przekroczyła już 16 euro, czyli około 70 złotych. To naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że w dyskoncie w promocji za skrzynkę piwa, 20 półlitrowych butelek, zapłacimy 10 euro, czyli mniej niż 1 euro za litr – kalkuluje Polak. Nic dziwnego, że wielu uczestników „rozgrzewa żołądki” jeszcze przed wejściem na teren festiwalu, korzystając z okolicznych stoisk i sklepików.
Czy warto jechać na Oktoberfest?
Michał Ćwieląg nie żałuje, że doświadczył monachijskiego festiwalu, ale przyznaje, że więcej tam nie wróci. – Byłem raz i nie sądzę, bym jeszcze kiedyś wybrał się do Monachium na Oktoberfest – deklaruje. – Nie wykluczam jednak udziału w podobnych festiwalach w innych miastach, bo właściwie każda większa miejscowość w Niemczech organizuje tego typu imprezy. Są one jednak mniejsze, bardziej lokalne i spokojniejsze, nastawione raczej na rodzinne biesiadowanie przy jedzeniu i piwie, a nie samo picie.
Polak nie odradza jednak udziału w słynnej imprezie, ale zaleca rozsądek. – Można wpaść na jeden dzień, ale najlepiej połączyć to z kilkudniowym wyjazdem do Bawarii – przekonuje. – Sam land jest piękny i ma wiele do zaoferowania turystom. Warto odwiedzić malownicze Alpy, okolice miasteczka Kufstein, płaskowyż w masywie Tennengebirge, a także imponujący zamek Neuschwanstein. Fanom motoryzacji polecam wizytę w Ingolstadt, gdzie wielka fabryka Audi została zamieniona w ciekawe muzeum.
Oktoberfest to bez wątpienia fenomen kulturowy, ale jak pokazuje relacja polskiego podróżnika, jego obraz w mediach często odbiega od rzeczywistości. Dla tych, którzy szukają spokojnego, rodzinnego wypoczynku, lepszym wyborem będą mniejsze, lokalne festiwale piwne w Bawarii, gdzie tradycja i gościnność wciąż mają pierwszeństwo przed chaosem i alkoholowym szaleństwem.