Po czternastu latach życia pod Londynem Ania Gregula wróciła wraz z mężem Mateuszem i synem Dawidem do Polski. Rodzina, która w Anglii miała firmę budowlaną i wymarzony dom, osiadła na Podhalu, zaledwie dwa miesiące po przeprowadzce zastanawiając się już nad pozostaniem na stałe.
Historię Ani opisał w piątek, 24 października, portal Onet.pl, który oppublikował obszerną rozmowę z powracającą emigrantką. Wywiad porusza tematy bliskie milionom polskich rodzin rozbitych przez falę emigracji zarobkowej po 2004 roku: tęsknotę za bliskimi, macierzyństwo z dala od kraju oraz walkę o przekazanie dzieciom polskiej tożsamości.
Ślub na wagarach i wyjazd bez planu
Historia Ani i Mateusza zaczęła się spontanicznie, jak przyznaje sama bohaterka. Decyzję o ślubie podjęli, siedząc w samochodzie, w zimowy wieczór, gdy wszystkie pizzerie były jeszcze zamknięte. Z wyjazdem do Anglii było podobnie: żadnego planowania, żadnej analizy za i przeciw.
Początki dalekie były od sielanki. Mieszkali w domu z około piętnastoma innymi osobami, po dwie, trzy osoby w pokojach. Jak opowiada Ania, nie zauroczył ich angielski styl życia, a możliwości zarobkowe i poczucie niezależności. Zamierzali zostać rok. Z tego jednego roku zrobiło się czternaście.
Domem w Anglii zrobiła się stopniowo: pierwszy zakup nieruchomości, pierwszy remont, narodziny syna. Na emigracji, jak mówi, obcy ludzie potrafią stać się sobie bliscy. Przyjaciele stali się „rodziną z wyboru”, z którą siadało się do wigilijnego stołu. I właśnie tam Ania zrozumiała, że dom tworzą przede wszystkim ludzie, a nie cztery ściany.
Macierzyństwo na obczyźnie: cena, którą płacą emigrantki
Najbardziej przejmujący fragment rozmowy dotyczy samotności młodej matki na obczyźnie. Ania urodziła Dawida w Anglii, słabo znając angielski. Jej największym strachem przed porodem nie był ból, lecz obawa, że nie zrozumie, co mówi do niej lekarz czy położna.
„Zdarzało się, że przez dwanaście godzin dziennie byłam sama z małym dzieckiem”, wspomina. „Nie mieliśmy wtedy blisko rodziny, która mogłaby po prostu przyjść i mnie odciążyć”.
Mąż, jedyny żywiciel rodziny, prowadził firmę budowlaną i pracował po kilkanaście godzin dziennie. Ania, nawet gdy było jej ciężko, nie chciała dokładać mu zmartwień. Dziś przyznaje, że Mateusz nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo była samotna. Ta historia to gorzka prawda o emigracji, o której rzadko mówią media: dobrobyt materialny często kupowany jest kosztem zerwanych więzi rodzinnych.
Polskość uratowana: język, Wigilia, kolędy
Na tle wielu rodzin emigranckich rodzina Gregulów wyróżnia się tym, że nie pozwoliła, by syn urósł na obcego. W domu zawsze mówiono po polsku. Gdy Dawid próbował odpowiadać po angielsku, rodzice żartobliwie udawali, że nie rozumieją. Od piątego roku życia chłopiec miał prywatne lekcje polskiego, na których poznawał także historię i geografię Polski.
„Pielęgnowaliśmy też nasze tradycje: polską Wigilię, kolędy, wielkanocne święcenie pokarmów i rodzinne zwyczaje”, opowiada Ania. „Dzisiaj jestem bardzo dumna, że udało nam się przekazać Dawidowi tę część naszej tożsamości”.
To przekaz ważny dla każdej rodziny polskiej na obczyźnie: tożsamość nie przekazuje się sama. Wymaga pracy, decyzji i konsekwencji. Inni powracający z emigracji podkreślają podobne dylematy: piosenkarka Kaeyra, która większość życia spędziła w Stanach Zjednoczonych, zdradziła w rozmowie z Party.pl kulisy swojej przeprowadzki do Polski, a bohaterka innego wywiadu opowiadała o powrocie do kraju po dziesięciu latach i zderzeniu wyobrażeń z rzeczywistością.
Dawid miał ostatnie słowo
Największą obawą rodziny przed powrotem było to, jak w Polsce odnajdzie się Dawid, który w Anglii zostawiał kolegów, z którymi dorastał. Chłopiec bał się, że będzie „tym nowym”, obcym, i zastanawiał się, czy znajdzie przyjaciół. To właśnie Dawid, jak z dumą przypomina rodzina, miał ostatnie słowo w sprawie przeprowadzki.
Obawy okazały się płonne. Sąsiedzi przyjęli chłopca z serdecznością, dzieci zaczęły od razu spędzać razem całe dnie, a lekcje polskiego przez lata sprawiły, że przejście do polskiej szkoły nie było wielkim przeskokiem. Rodzice zabezpieczyli się jednak rokiem próbnym: wynajęli dom, zamiast kupować, i zapowiedzieli, że gdyby syn był nieszczęśliwy, wrócą do Anglii bez wahania.
„Żadne miejsce na świecie, nawet najpiękniejsze, nie jest warte tego, żeby nasze dziecko było w nim nieszczęśliwe”, mówi Ania. Dziś Dawid ma kolegów i własny mały świat, a rodzina coraz poważniej myśli o pozostaniu na Podhalu na stałe.
Polska, która zachwyca powracających
Po czternastu latach patrzenia na kraj z dystansu Ania wróciła do Polski bardzo zmienionej. „Polska przez te 14 lat przeszła niesamowitą metamorfozę i powiem szczerze, że jestem pod ogromnym wrażeniem”, zapewnia. Zachwyca ją rozwój infrastruktury, nowoczesność, poziom usług, a także rozwiązania takie jak BLIK.
„Polska w ostatnich latach zrobiła naprawdę ogromny krok naprzód”, ocenia. I dodaje: „Naprawdę jestem dumna z tego, jak zmieniła się Polska”.
Ten rozwój był jednym z argumentów za powrotem. Rodzina pomyślała, że skoro pochodzi z kraju, który tak dynamicznie się zmienia, warto spróbować budować kolejny etap życia właśnie tutaj. To głos, który rzadko przebija się przez narrację wiecznego narzekania: ludzie, którzy widzieli Zachód od środka, wybierają Polskę świadomie.
Dlaczego ta historia jest ważna?
Historia Ani Greguli to nie tylko opowieść o jednej rodzinie. To dowód, że za wszystkie wygodne domy pod Londynem nie da się kupić tego, co najcenniejsze: wspólnej Wigilii z dziadkami, święconki wielkanocnej z bliskimi i dzieciństwa spędzonego wśród swoich. Ania sama to podsumowuje: nie zamierza krytykować Anglii, która dała jej wiele, ale jej serce i korzenie są w Polsce.
Rodzina osiadła na Podhalu, blisko siostry Ani. Zamiast kupić dom, na początek wynajęli. Rok próbny dopiero trwa, ale wszystko wskazuje na to, że zamieni się w coś znacznie dłuższego.
Najczęstsze pytania
Dlaczego Ania Gregula wróciła do Polski po 14 latach w Anglii?
Zdecydowała o tym głównie chęć życia blisko rodziny oraz zmęczenie nieustannym pędem za pracą. Rodzina chciała więcej równowagi i codzienności bez ciągłego pośpiechu. Ostateczną decyzję powierzyła synowi Dawidowi.
Gdzie zamieszkała rodzina Gregulów po powrocie?
Na Podhalu, w wynajętym domu, blisko siostry Ani. Rodzina rozważała też Kraków i była bliska zakupu domu pod tym miastem, ale ostatecznie wybrała życie blisko natury i bliskich.
Jak Dawid odnalazł się w polskiej szkole?
Dzięki lekcjom polskiego, które miał od piątego roku życia, oraz serdeczności sąsiadów, którzy od pierwszych dni przyjęli go otwartymi ramionami. Szybko znalazł kolegów i przyjaźnie.
