Były napastnik Legii Warszawa Stanko Svitlica, bohater mistrzostwa Polski z 2002 roku, w wywiadzie dla sportowefakty.wp.pl przyznał, że Warszawa pozostała jego drugim domem. Serb, który na Łazienkowskiej strzelał bramki dla Wojskowych, po ponad dwóch dekadach od odejścia z klubu nadal mówi po polsku i z sentymentem wraca do wspomnień z Polski.
„Kiedy przyjeżdżam do Warszawy, nie czuję się jak obcokrajowiec. Czuję się jak rodzina, bo to jest moje miasto, a Legia jest moim klubem” powiedział Svitlica w rozmowie opublikowanej 18 października przez sportowefakty.wp.pl.
Przyśpiewka, o jakiej marzy każdy chłopiec
Pięćdziesięciokilkuletni dziś Serb z emocją wspomina czasy, gdy trybuny stadionu przy Łazienkowskiej śpiewały „Stanko Svitlica, kocha cię cała stolica”. „Do dziś mam ciarki, gdy przypomnę sobie tę przyśpiewkę. To coś, o czym marzy każdy młody chłopiec zaczynający grać w piłkę” wyznał. Zdaniem byłego napastnika takie okrzyki nie przypadają pierwszemu lepszemu zawodnikowi i są dowodem, że w Warszawie wykonał kawał dobrej roboty.
Pomimo upływu lat Svitlica swobodnie porozumiewa się po polsku. Utrzymuje kontakt z byłymi kolegami z szatni, m.in. Czarkiem Kucharskim, Markiem Jóźwiakiem, Adamem Majewskim i Acem Vukoviciem, którego odwiedził w Gliwicach przy okazji meczu Legii z Piastem.
Mistrzostwo zdobyte charakterem
Sezon 2001/02 był jednym z najtrudniejszych okresów finansowych w historii klubu, ale właśnie wtedy Legia sięgnęła po mistrzostwo. „Mistrzostwo w 2002 roku zdobyliśmy przede wszystkim charakterem” podkreślił Svitlica. Zaznaczył, że piłkarze, mimo zaległości w pensjach, zapominali o problemach, gdy wychodzili na boisko.
Za najlepszy moment kariery uznał remis 1:1 z Wisłą Kraków, który praktycznie zapewnił Legii tytuł. Przed sezonem wszyscy typowali krakowski zespół na mistrzostwo, ale klub z Andrzejem Zarajczykiem u helmów i trenerem Dragomirem Okuką zrobił znakomite ruchy transferowe.
Okuka to według Svitlicy najważniejszy trener w jego karierze. „Zawsze w pierwszej kolejności patrzył na mnie jak na człowieka, a dopiero później jak na piłkarza. Do końca życia będę mu za to niezmiernie wdzięczny” powiedział.
Wierność klubowi zamiast rosyjskich pieniędzy
Historia transferu Svitlicy to opowieść o lojalności rzadko spotykanej we współczesnym futbolu. Serbski napastnik przyznaje, że co pół roku słyszał, że klub chce go sprzedać, bo potrzebuje pieniędzy. Otrzymał oferty z Rosji, gdzie mógł zarabiać kilka razy więcej, i mógł odejść za darmo po wygaśnięciu kontraktu. Wybrał jednak wierność.
„Miałem wybór między pieniędzmi a człowiekiem, któremu ufałem. Wybrałem przyjaciela. Pieniądze, które Legia miała dostać za mój transfer, trafiły do klubu, bo wiedziałem, że tych środków potrzebowała” opowiadał. Dziwi go jednak, że wcześniej pojawiały się oferty rzędu dwóch milionów euro, a ostatecznie został sprzedany za znacznie mniejszą kwotę. Nie wyklucza, że gdyby został, ktoś zapłaciłby za niego nawet pięć milionów.
Po odejściu z Legii zaliczył niecały rok w Wiśle Kraków, co kibiców Wojskowych wtedy zabolało. Svitlica tłumaczy, że do transferu doszło wbrew niemu samemu. „Zawsze będę powtarzał, że to nie Legia jako klub czy kibice nie chcieli mojego powrotu. Chodziło o kilka osób pracujących wtedy w klubie” wyjaśnił. Przed przejściem do Krakowa kibice dzwonili do niego z prośbą, by nie szedł do odwiecznego rywala. Odpowiadał im wtedy: „Gdyby Legia zadzwoniła, poszedłbym do Warszawy na piechotę”.
Chwalony Papszun i nadzieja na mistrzostwo
Svitlica śledzi bieżące sprawy klubu i z uznaniem wypowiada się o pracy trenera Marka Papszuna. „Widzi, jaki ma zespół, czego mu brakuje i sprowadza konkretnych zawodników. Tak właśnie powinno się budować drużynę” ocenił. Jego zdalem organizacja gry może maskować deficyty kadry, a Legia mimo nie najmocniejszego składu osiąga bardzo dobre wyniki. „Mam nadzieję, że po latach posuchy mistrzostwo powróci na Łazienkowską” dodał.
Były napastnik sam pracował jako dyrektor sportowy, ale zrezygnował z propozycji z pewnego serbskiego klubu, bo nie chce przytakiwać przełożonym kosztem prawdy. „Nie jestem człowiekiem, który będzie przytakiwał tylko po to, żeby mieć ciepłą posadę” zadeklarował.
Legia ponad wszystkim
W całej rozmowie przewija się filozofia, która w dzisiejszym futbolu, zdominowanym przez pieniądze i agentów, brzmi niemal archaicznie: najpierw klub, potem kibice, a dopiero później piłkarze. „Piłkarz przychodzi i odchodzi, kibic zostaje, a Legia jako klub będzie zawsze. Legia jest ponad wszystkimi” mówi Svitlica.
Historia rywalizacji Legii z Wisłą, którą Svitlica przywołuje, wciąż rozpala emocje, o czym świadczą niedawne relacje z derbowych spotkań publikowane przez
