Rosja już prowadzi wojnę z Europą. Putin ma pierwsze sukcesy
Analitycy służb państw NATO niemal jednogłośnie wskazują, że Władimir Putin dąży do rozbicia Sojuszu Północnoatlantyckiego bez konieczności uruchomienia artykułu 5., który gwarantuje kolektywną obronę. Zamiast tego Kreml stawia na wieczne debaty w ramach artykułu 4., pozwalającego każdemu krajowi żądać pilnych konsultacji, gdy poczuje się zagrożony. Na razie ten plan przynosi Moskwie wymierne korzyści.
Dywersje na wschodniej flance: liczby, które niepokoją
Statystyki sabotażu na zachód od Bugu robią wrażenie. Niemal codziennie któreś z państw NATO informuje o incydentach na torach kolejowych, atakach dronów czy podpaleniach. Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w swojej Białej Księdze, opublikowanej wiosną tego roku, szczegółowo opisuje te działania. Jak czytamy w raporcie: „Akty dywersji wymierzone są w infrastrukturę krytyczną, zakłócenia sygnału satelitarnego paraliżują żeglugę morską i powietrzną”.
Od stycznia 2022 r. do maja 2026 r. we wszystkich krajach Unii Europejskiej odnotowano 151 przypadków sabotażu i dywersji. Na Polskę przypadły 31 takie zdarzenia, a kolejne 31 na państwa bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię. Nieoficjalne szacunki polskich służb wskazują, że druga połowa tego roku może być rekordowa pod tym względem.
Czy grozi nam „inwazja na małą skalę”? Opinie ekspertów są podzielone
Michal Kudelka, szef czeskiego BIS, w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian” nie wyklucza ograniczonej inwazji na jedno z państw bałtyckich. „To jest możliwe. Realna jest ograniczona inwazja lub operacje pod obcą flagą” – ocenił, dodając, że taki scenariusz mógłby zostać zrealizowany w ciągu najbliższych miesięcy.
Odmienne stanowisko prezentuje Normunds Mežviets, szef łotewskich służb VDD, który „nie widzi oznak nieuniknionego ataku”. Krytycy przypominają jednak, że przed inwazją na Ukrainę 24 lutego 2022 r. Wołodymyr Zełenski również składał uspokajające deklaracje, obawiając się ucieczki kapitału i załamania gospodarki.
Rosja gra na strach i podział w NATO
Zdaniem ekspertów Moskwie chodzi nie tylko o realne zagrożenie, ale także o obniżenie wiarygodności państw wschodniej flanki Sojuszu. Sam fakt istnienia niebezpieczeństwa wpływa na postrzeganie przestrzeni powietrznej i zniechęca inwestorów. To już jest sukces Kremla.
Rozjazd w ocenach między przedstawicielami służb poszczególnych krajów dodatkowo potęguje chaos informacyjny. Opinia publiczna nie wie, czy wierzyć Donaldowi Trumpowi, który obiecuje szybki rozejm w Ukrainie, czy też Donaldowi Tuskowi i Emmanuelowi Macronowi, ostrzegającym przed realnym zagrożeniem wojną w Europie.
Według Kudelki Rosjanie celowo windowują eskalację, aby później zaoferować Europę negocjacje z pozycji siły. Celem Kremla jest zastraszenie Unii Europejskiej i wycofanie jej wsparcia dla Kijowa. Podobne oceny słychać w polskim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, którego przedstawiciele podkreślają, że Putin nie szuka kompromisu, a jedynie wyniku o sumie zerowej.
Również szwedzkie służby specjalne, cytowane przez „The Guardian”, nie widzą po stronie Moskwy żadnej woli prawdziwych negocjacji. Ich zdaniem Rosja czeka na „rozwiązanie” NATO bez wojny, czyli na wieczne dyskusje w Sojuszu o tym, z czym tak naprawdę mamy do czynienia.
Wzmocnienie wschodniej flanki: dobre wieści z Litwy
Optymistycznym akcentem są doniesienia o wzmocnieniu wojsk NATO w państwach bałtyckich. We wtorek Amerykanie potwierdzili, że rotacja ich sił na Litwie przebiega zgodnie z planem. Prezydent Gitanas Nauseda podziękował Donaldowi Trumpowi, podkreślając, że „obecność wojsk USA jest istotnym elementem odstraszania i obrony zbiorowej NATO”.
Niemcy kompletują swoją brygadę pancerną, która ma stacjonować przy granicy litewsko-białoruskiej. Latem na Litwie była tylko kompania z 45. Brygady Pancernej Bundeswehry, bez ciężkiego sprzętu. Obecnie sprowadzane są czołgi Leopard, a siły niemieckie urosły do batalionu. Amerykanów na Litwie ma być do tysiąca, a Niemcy planują zwiększyć swoją obecność do prawie 5 tysięcy żołnierzy do końca 2027 r.
To ważny sygnał, że Sojusz Północnoatlantycki nie pozostaje bierny wobec rosyjskich zagrożeń. Jednak, jak pokazują powyższe analizy, droga do pełnego bezpieczeństwa wciąż jest daleka, a Putin nie ustaje w wysiłkach, by osłabić jedność Zachodu.