W czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej granica między komedią a polityczną prowokacją bywała cienka jak papier. Jak przypomina swiatseriali.interia.pl, twórcy kultowych polskich seriali wielokrotnie przekonywali się, że poczucie humoru władzy ma swoje granice. Niektóre produkcje trafiały na antenę z dużym opóźnieniem, inne traciły całe odcinki.
Powojenna Polska znała cenzurę doskonale, ale to, co spotkało telewizyjnych filmowców, wykraczało poza zwykłe urzędnicze procedury. Zastrzeżenia zgłaszali nie tylko cenzorzy, lecz także partyjni działacze i telewizyjni decydenci. Filmowcy musieli walczyć o swoje dzieła również po zakończeniu zdjęć.
Szczeniak, gazeta i koniec „Wojny domowej”
Jerzy Gruza pokazał w swoich serialach rodziny, w których rodzice nie zawsze byli nieomylni, a młodzi ludzie mieli własne zdanie, upodobania muzyczne i sekrety. Widzów to zachwycało, ale nie wszyscy partyjni opiekunowie telewizji podzielali ich entuzjazm.
Do legendy przeszła historia szczeniaka Lejka, którego uczono załatwiania potrzeb na rozłożoną gazetę. Pech chciał, że wykorzystano tygodnik „Kultura”. Nie chodziło o paryskie pismo emigracyjne, lecz o oficjalny tytuł kierowany przez wpływowego Janusza Wilhelmiego, o którym WP Kobieta przypomina w związku z rocznicą śmierci aktora.
Gruza po latach wiązał zakończenie produkcji właśnie z tym incydentem. Powstało zaledwie 15 odcinków „Wojny domowej”. Nie ma jednak pewności, czy o losie serialu rzeczywiście przesądził pies. Sama anegdota doskonale oddaje atmosferę tamtych czasów, gdy niewinny żart mógł urastać do rangi politycznego afrontu.
„Rudy” i jajko, które ośmieszało żołnierza
Wydawałoby się, że załoga „Czterech pancernych” powinna cieszyć się szczególnymi względami władz. Serial przedstawiał przecież polsko-radzieckie braterstwo broni. Nawet tutaj dopatrzono się niebezpiecznych treści.
Zastrzeżenia wzbudziła scena przyjęcia u nauczycielki, podczas której Gustlik miał problem z pokrojeniem jajka. Zdaniem jednego z oceniających taki epizod mógł ośmieszać polskiego żołnierza. Niepokój budziła również gospodyni, zbyt inteligencka, przywiązana do dawnego świata i wspominająca wrzesień 1939 roku. Fragmenty wizyty skracano, choć nie wszystkie zakwestionowane sceny ostatecznie usunięto.
Kłopotliwe okazało się także wyjście Janka z Magnetem na piwo. Bohater, którego podziwiały dzieci, miał świecić przykładem, więc taki epizod nie pasował do wychowawczej układanki.
Osobną zagadką pozostaje „Ballada o pancernych”. Piosenka miała zwrotkę, której serialowa publiczność nie usłyszała: o kaczeńcach, powrocie do mamy, szkolnych ławach oraz wojnie potraktowanej jako kilka spraw do załatwienia. Brak zwrotki jest faktem, ale polityczne uzasadnienie pozostaje hipotezą, bo nie wiadomo, kto i z jakiego powodu zdecydował o skróceniu utworu.
Warszawa, której nie wolno było pokazać
Stanisław Jędryka chciał opowiedzieć o Paragonie znacznie wcześniej, niż mu na to pozwolono. Scenariusz oparty na powieści Adama Bahdaja odrzucono w 1961 roku. Reżyser zastanawiał się później, czy decydentów nie odstraszyła Warszawa, którą zamierzał pokazać: stara, biedna, daleka od propagandowej pocztówki.
Podobne zastrzeżenia pojawiły się przy ocenie zrealizowanego po latach serialu „Do przerwy 0:1”. Dzieciaki z podwórek, zaniedbane zakątki i trudne warunki życia nie pasowały do oficjalnego obrazu kraju sukcesu. Ostatecznie serial trafił na antenę w 1969 roku i widzowie pokochali właśnie ten świat, który wcześniej budził urzędnicze obiekcje.
Kolejne problemy Jędryka miał przy realizacji „Stawiam na Tolka Banana”. Bohaterowie nie przypominali wzorowych uczestników oficjalnych akademii. Mieli własne zasady, trudne doświadczenia i paczkę, w której szukali oparcia. Według relacji Marka Bahdaja, syna pisarza, po pierwszym odcinku pojawiła się nawet sugestia przerwania emisji.
Co wy tam w telewizji pokazujecie? Jakieś gangi młodzieżowe, margines społeczny, bazary... tak jakby nie było przyzwoitych organizacji młodzieżowych w naszym kraju
tak miał oburzać się jeden z partyjnych działaczy. Serial na szczęście pozostał na antenie, a widzowie mogli sami przekonać się, że młodzież nie zawsze musi wyglądać tak, jak życzy sobie władza.
„Ile jest życia”: dwa odcinki wymazane z historii
Znacznie poważniejsze konsekwencje spotkały twórców serialu „Ile jest życia” Zbigniewa Kuźmińskiego, według scenariusza Romana Bratnego. Produkcja opowiadała o powojennych losach ludzi, których połączyła walka w powstaniu warszawskim, a później podzieliły życiowe wybory.
Serial ukończono w 1974 roku, ale widzowie zobaczyli go dopiero dwa lata później. Podczas pierwszej emisji pominięto dwa z dwunastu odcinków: „Kiepskie szczęście” i „Synowie”. Pierwszy z nich poruszał temat stalinowskiego więzienia i niesłusznie skazanego bohatera. Tym razem nie chodziło o niewinny żart czy niezręczną scenę. Z opowieści usunięto całe rozdziały powojennej historii Polski, te najbardziej niewygodne dla komunistycznej władzy.
Warto przypomnieć, że telewizja PRL-u potrafiła również docenić produkcje zgodne z jej kursowymi oczekiwaniami, a spory o serialową prawdę o historii trwały długo po upadku komunizmu. Jak relacjonuje WP Film, pierwsza emisja „Polskich dróg” przypadła dokładnie 49 lat temu i serial do dziś budzi kontrowersje wśród widzów i krytyków, choć wielu uważa go za najlepszą polską produkcję telewizyjną. Podobne mechanizmy blokowania dzieł przez polityków i wpływy znały też inne kinematografie: jak opisuje Wprost, serial Giuseppe Tornatore przez 40 lat leżał na półce blokowany przez pozwy, prawdziwą mafię i polityków, zanim mogli go obejrzeć także Polacy.
Dlaczego cenzura PRL bała się seriali?
Jakie sceny najczęściej usuwano z polskich seriali w PRL?
Cenzorzy eliminowali sceny ukazujące biedę, stare podwórka, żołnierza w komicznej sytuacji, młodzież spoza oficjalnych organizacji oraz wątki stalinowskich represji. Chodziło o utrzymanie propagandowego obrazu kraju i wzorowych obywateli.
Który serial stracił odcinki z powodu ingerencji władzy?
„Ile jest życia” Zbigniewa Kuźmińskiego. Podczas pierwszej emisji w 1976 roku pominięto odcinki „Kiepskie szczęście” i „Synowie”, które poruszały temat stalinowskiego więzienia i niesłusznych wyroków.
Czy pies naprawdę zakończył „Wojnę domową”?
Nie ma pewności. Jerzy Gruza wiązał zakończenie produkcji z incydentem szczeniaka Lejka i gazety „Kultura”, ale pozostaje to anegdotą oddającą raczej atmosferę epoki niż udokumentowanym faktem.
Dziś trudno uwierzyć, że o losach polskich seriali mogły decydować jajko, warszawskie podwórko czy gazeta podłożona szczeniakowi. Komunistyczna władza bała się prawdy o własnym społeczeństwie bardziej niż niejednego jawnego opozycjonisty. A niektórzy filmowcy mieli się jeszcze przekonać, że władza potrafiła przestraszyć się nawet polskiej szynki w londyńskim sklepie.
